Forum Dungeons and Dragons Strona Główna Dungeons and Dragons
Sesje, sesje, sesje...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Streszczenia sesji
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dungeons and Dragons Strona Główna -> Poza Czasem
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2397
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Śro 21:35, 07 Sie 2013    Temat postu: Streszczenia sesji

Hej!

Dotarliście już do domów?
Napisalem krotkie podsumowanie dzisiejszej, poniekąd calkiem udanej sesji.

Gracze:

Brian Aleyn – młody i nieco naiwny kapłan, o miedzianych włosach, wywodzący się z plemienia Sullenów. Niedawno przeszedł inicjację i pełni posługę po zmarłym przed kilkoma miesiącami mentorze. Mimo dobrego serca, nie ma wielu przyjaciół i żyje na uboczu. Podobno został porzucony przez rodziców w dniu narodzin, kiedy wróżby ujawniły jego przeznaczenie. Może to tylko plotka, ale... ludzie niezbyt mu ufają.
Jego główne cechy to: inteligencja i zręczność.

Gail Ar Tira – jest wojowniczką i łowczynią nagród pochodzącą z plemienia Ragharów. Ma niewyparzony język, który w połączeniu z jej brązowymi włosami i bujnymi kształtami, często wpędza ją w kłopoty. Specjalizuje się w walce włócznią i krótkim mieczem, które już nieraz ocaliły jej zycie. W dzieciństwie zgwalcono jej matke i nie przepada za nachalnymi mężczyznami.
Jej główne atrybuty to: siła, zręczność i refleks

Cathal zwany Milczącym, jest pochodzącym z gór bardem i spamiętywaczem. Mierzący bez mała siedem stóp Morran nie nosi przy sobie żadnej broni oprócz cytry, którą nabył kiedyś od zamorskiego kupca. Mimo że mówi niewiele, ma bardzo silną osobowość i bacznie obserwuje otaczający go świat. Dlatego też podróżuje bo krainach, zbierając rozrzucone fragmenty prawdy o świecie i tym co poza nim.
Jego główne zalety to: charyzma i wytrzymałość.


Streszczenie sesji:

Zima właśnie ustąpiła, znad zielonych łąk, choć gdzieniegdzie, pod cieniami rozłożystych drzew leżały jeszcze spłachetki śniegu, których nie zmyły deszcze. Jak co roku, w ukrytym pośród lasów grodzie Mor Gwyrthar, zamieszkałym głównie przez Sullenów odbywał się targ połączony z obchodami święta Imbolc.
Mimo iż nie był to pierwszy koniec zimy, w tym roku, ludzie z pewną dozą nieufności patrzyli w przyszlość, bo stary kapłan, który zawsze przewodził uroczystościom, odszedł na łono Bogini.
Mimo iż nowy kleryk Brian Aleyn, bardzo się starał, nie uzyskał jeszcze przychylności ludu łąk. Młody mężczyzna od wielu tygodni cierpiał na bóle głowy i koszmary senne których nie były w stanie wygnać nawet rosnące w okolicy zioła, z których sporządzał pite wieczorami napary. I chodź za dnia, pełnił swoją posługę normalnie, częściej uciekał myślami do nękających go wizji, przez co ludzie nie znajdywali w nim takiego oparcia, jak w poprzedniku.
Wszystko to jednak miało się zmienić w nadchodzących dniach, wraz z przybyciem kamrata z ludu Morranów - podróżującego barda, który co roku odwiedzał niewielki gród. Choć Brian nie znal go dobrze, we wcześniejszym roku wybłagał u niego przywiezienie z dalekiego Raymore rzadkiego zioła ena hannoth, które wedle grimuaru jaki posiadał, potrafiło przegnać jego koszmary.
W tym samym czasie, do miasta przybyła również kobieta o kasztanowych włosach i spojrzeniu zranionej sarny – odziana w skóry Gail, dzika wojowniczka, przeprawiająca się obecnie przez ostępy w poszukiwaniu pracy.
Już pierwszego wieczoru, w przeddzien Imbolc jej obecność w domu biesiadnym, wywołała spore zamieszanie, kiedy po kilku kuflach piwa, zaczęła przechwalać się i zaczepiać parę Caelanów, niezbyt zainteresowanych jej opowieścią. Sytuację na szczęście załagodził barczysty, małomówny Morran oraz cierpliwe słowa kapłana.
Następnego ranka sporządziwszy napary wedle przepisu znalezionego w księdze, Brian zgodnie z tradycją, udał się do Dan Tanwen - położonego w głębi lasy świętego gaju, gdzie dwójka wybranych strażników przez całą zimę, strzegła świętego ognia rozpalonego z ostatnich liści jesieni.
Czas jednak mijał, a zgromadzeni przy wielkich stosach drewna ludzie, marźli, coraz niechętniej wpatrując się w ciemność lasu, w której zniknął młody wybraniec.
Kiedy słońce zaszło za horyzontem, podniosło się coraz więcej niezadowolonych i kpiących głosów, żądających rozpoczęcia święta.
Co bardziej krewcy postanowili sami podpalić stosy, ale w końcu uradzono, że ktoś musi wejść do lasu po zmroku, odszukać Dan Tanwen i sprowadzić kapłana, wraz że świętym ogniem. Wśród kupców i rolników, brakuje jednak chętnych.
Lekko wstawiona Gail, nie może się powstrzymać i wciąż rzuca przytyki Sullenom czemu nie pójdą sprawdzić co się dzieje i ze od uprawy ziemi, wszyscy zniedołężnieli.
Nie mija wiele czasu gdy coraz bardziej pijana najemniczka, czepia się się Morrana ze jest wielki, ale glupi i nie trafiłby nawet w kobiece łono, jakby mu narysować drogę węglem. Człowiek tylko wstał i odparł ze jeśli opowieści o swoich wyczynach które przytoczyła nie są łgarstwem niech uda się z nim w głąb lasu. No chyba że przeraża ją ciemność i szepczące liście drzew.

Ponury las, ciężka droga, zapadający zmierzch. Chłodne powietrze orzeźwia, a kobieta poważnieje i zaczyna mówić ze słyszała historie tego miejsca.
Od kupca miedzią dowiedziała się pewnej nocy, że podobno gdzieś tu znajduje się starodawna struktura, zamek zbudowanych przez lud który żył tu przed nimi, ale przez niegodziwość pochłonęła go ziemia.
Bard nic nie odpowiada, ale rzeczywiście gdy pewnej burzliwej nocy, nie mógł spać wpatrując się w daleki horyzont, również zobaczył coś dziwnego. Gdy potem pytał miejscowych poznał ciekawą historię. Gdy morze się cofa, kilkaset jardów od brzegu, nawet dziś fale odsłaniają zdruzgotane wieże, tak stare że ciężko je odróżnić od skał.
Nikt jednak nie zapuszcza się tam, ani nie łowi – ludzie twierdzą że to złe, przeklęte miejsce, należące do minionego świata.
Może to prawda, bo kto budowałby twierdze w wodzie? Jednak pewien obszarpany dziwak, na jarmarku w Tuan tłumaczył kiedyś, że morze nie zawsze było tak wysoko. W dawnych czasach, woda stała znacznie niżej, ale wielki kataklizm spowodował że jej poziom przybrał, a wiele rejonów świata pochłonęła toń. Człek ten musial być jednak szaleńcem, gdyż skąd miałaby pochodzić taka wiedza? Żaden z najstarszych dziadów, niczego takiego nie pamiętał.

W pewnej chwili, Gail nakazuje cisze bo wydaje się że słyszy jakieś poruszenie w krzakach. Kobieta nastawia włócznie jednak nikt nie atakuje. Z oddali słychać jakiś krzyk, ale może to tylko drapieżny ptak.
Duża wilgotność i brak odpowiednich umiejętności, sprawiają że nie można rozpalić pochodni.

Mimo iż solidnie przerażeni, wybrańcy w końcu docierają do Dan Tanwen, lecz, okazuje się że wszelkie ognie są wygaszone, a druidzkich strażników nie ma. Wszedzie są za to poprzewracane przedmioty, a w błocie i śniegu jest wciąż masa śladów. Ktoś strzaskał też poroże wielkiego jelenia, które od wieludziesieciu lat zawieszone było nad czarą w której druidzi utrzymywali zimą ogień.
Cathl stwierdza że warto by cofnąć się do wioski i powiadomić mieszkańców o tym co się stalo, niech łowczy wezmą psy i udadzą się na poszukiwania. Gail stwierdza jednak że nie ma czasu do stracenia i zaczyna przeszukiwać święty gaj. Wkrótce znajduje mosiężną zapinke z dziwnym herbem, ale nie mówiąc nic Morranowi chowa ją do sakwy.
Graczom udaje się w końcu zapalić ogień i postanawiaja udac się za śladami w głąb lasu. Ponieważ jednak jedynym światłem jest blady księżyc i ledwo żarzące się pochodnie, wkrótce tracą trop na nadmorskim klifie. Pobłądziwszy nieco w zwiędłym wrzosie, gracze ustalaja że bez pomocy łowczego nic nie zdziałają i postanawiają zawrócić.
Kiedy jednak z powrotem docierają do gaju druidów, bard zauważa poruszenie na pobojowisku. Para wybrańców, postanawia ukryć się w zaroślach i po kilku uderzeniach serca ich cierpliwość zostaje nagrodzona. Oto w blasku księżyca, pojawia się Brian, jakby przed czymś uciekając. Jego szata jest podarta, a mlody kleryk ogląda swoje pokryte krwią i brudem palce. Jego twarz zdaje się wyrażać wielki ból, a jego usta powtarzają w kółko niezrozumiały bełkot, z którego da się wyłowić jedynie dwa słowa: Lok Moran.
W końcu kapłan opiera się o drzewo i osuwa bez zmysłów na błotnistą ziemie.

Cathal, bojąc się o życie druha, wypada z zarośli i ukleka przy nim, sprawdzając czy ten żyje. Oddech Briana jest płytki, a cała szata zupełnie przemoczona. Na torsie jest też płytka rana, wyglądająca na zadaną przez ofiarny sztylet druidów. Tą jednak informacje Cathal zostawia dla siebie, szybko opatrując rozcięcie papką z ziół i pajęczyny.
Kompani wymieniają spojrzenia i postanawiają przenieść rannego w bezpieczniejsze miejsce.
Wkrótce, Gail odnajduje niewielką , porośniętą korzeniami wnękę, w jednej ze skarp i po paru chwilach rozpala niewielkie ognisko. Blada do tej pory, twarz kapłana traci swój niezdrowy odcień, a jego oddech wyrównuje się, jakby trawiące go koszmary odeszły.
Reszta nocy, pomijając dalekie pomrukiwania przedwcześnie przebudzonego niedźwiedzia, nie dzieje się już nic interesującego. Przynajmniej w samym obozowisku.

Przebudziwszy się przez poranny przymrozek, dwójka wybrańców, próbuje porozmawiać z Brianem kiedy ten przygotowuje posiłek, ale mężczyzna wydaje się być jeszcze zbyt poruszony nocnym incydentem i nie jest w stanie zebrać myśli.

W drodze do osady, kapłan jednak zaczyna przypominać sobie, że poprzedniego popołudnia dotarł do świętego gaju i stanął przed obliczem strażników, prosząc ich jak co roku o użyczenie błogosławionego ognia, który miał uświęcić Imbolc. Pamięta jednak że kiedy zbliżał się do misy by zapalić żagiew, doznał uderzenia gorąca i zakręciło mu się w głowie. Zobaczył że znajduje się przed wysoką kamienną ścianą, tak wysoką i równą że nie mógł wznieść jej żaden człowiek. Z góry leciały kamienne pociski i lał się ogień, nie ranił on jednak oblegających, bo chroniła ich prastara moc. Aleyn czuł jej złowrogą obecność.
Kolejne sceny, przywołane przez kapłana były jeszcze dziwaczniejsze. Oto teraz stał on na szczycie ogromnego muru, między dwoma wysokimi wieżami w które u dołu uderzały fale. Pod jego nogami umierał mężczyzna o szlachetnych rysach, któremu chwilę wcześniej wbił w trzewia gladius z brązu. Jego krew kapała na kamienie, a tam gdzie uderzyła, jasna skała trzeszczała i pękała jakby sama Bogini wpadła w gniew. Reszta wizji kapłana była zbyt rozmyta i wyłowił z niej tylko niejasne, szalone fragmenty pełne bólu.

Cathal usłyszawszy historię chciał wypytać jeszcze o kilka szczegółów, ale wtem na gościńcu ozwały się końskie kopyta i za chwilę od strony wioski nadjechała grupa konnych. Otoczyli oni młodego Sullena i ku zdziwieniu wszystkich prócz Morrana, skierowali w jego stronę długie łowieckie włócznie.
Gail Ar Tira w odpowiedzi, zdjęła z pleców tarcze i skierowała swoją broń przeciwko nim, pytając czy przybyli mścić swoich kompanów, których niechybnie zabiła w przeszłości.
Prawie sprowokowało to do walki jednego z jeźdźców, ale drugi wyjasnił prędko, że morze wyrzuciło ciało jednego ze strażników ognia, a poprzedniej nocy, Balfour, tutejszy rybak widział Briana zrzucającego kogoś z klifu.
Kapłan trzęsąc się wysłuchał zarzutów, próbując zebrać w całość wydarzenia poprzedniej nocy i powiedzieć coś na swoją obronę, jednak bezskutecznie. Gdy strażnik pochylił się i chwycił powróz, próbując skrępować kapłanowi ręce, olbrzym z Morranów zadziałał błyskawicznie. Potęzna pięść spadła na kark jeźdzca ogłuszając go i zrzucając go z konia.
Widząc to inni konni, niepewni intencji grupy, natarli, a jeden z nich nieopatrzni zranił Gail. Dzika wojowniczka, nie należała do osób które ciężko sprowokować i szybkim sztychem, przebiła ramie napastnika.
Nie chcąc być winny niczyjej śmierci, bard chwycił kobiete i Briana, rzucając się w leśne ostępy. Ostatni jeździec rozważając przez chwile udanie się w pogoń, spiął wierzchowca i zawrócił do wioski. Dwójka pozostałych powoli podniosła się z ziemi, ale tego gracze już nie widzieli.
Wybrańcy biegli tak przez kilka minut, aż zimne powietrze zmusilo ich do zatrzymania się. Gail miała pretensję że uciekli, ale wielki mężczyzna uciszył ją spojrzeniem i skierowawszy uwagę na Briana Aleyn’a rzekł „teraz opowiedz nam o Lok Moran, albo zawrócimy do wioski przyjacielu”

Na tych slowach sesja skończyła się.


Podsumowanie:

W sumie? Wow.

Jakie są moje wrażenia? Całkiem sympatyczne. Powiem szczerze że nie znam do końca świata przedstawionego w Poza Czasem, ale mam sporą wiedze na temat wysp brytyjskich epoki żelaza i swoje prowadzenie opieram głównie na tym.
Przed rozgrywką ustaliłem z jednym z graczy, kilka faktów z jego przeszłości, aby pomógł mi ciągnąć fabułę również ze swojej strony.

Jedyne na co mogę tak naprawdę narzekać, to fakt że nie wszyscy uczestnicy sesji do końca poczuli ten świat. Musiałem kilkakrotnie zwracać uwagę Marzenie, że nie jest to DnD, a jednak rzeczywistość którą zamieszkują głównie ludzie i choć różne mroczne siły kryją się gdzieś we mgle bagien i rozsypujących się ruinach, to jednak są raczej akcentem niż normą.

Z całą pewnością wszystkim łatwiej by się grało, gdyby w drużynie był ktoś bardziej doświadczony, nawet jeśli nie w samym PC, to w klimatach Celtów, starych wierzeń i różnych zamierzchłych epok.
Przyznam że póki co ciężko mi jest cały czas utrzymać 100% klimatu, nawet mimo muzyki. Jak Marta wróci z wyjazdu, można by się do niej ładnie uśmiechnąć?

Jakie są wasze, drodzy gracze, przemyślenia? Wszelkich uwag, chętnie wysłucham. Jeśli będzie odzew, od września możemy wykorzystać odrobinę czasu które normalnie przeznaczaliśmy na DnD i powiedzmy raz w tygodniu spotkać się na PC.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Śro 22:00, 07 Sie 2013    Temat postu:

Maciek, wiem że specjalizujesz się w DnD i chwała Ci za to, ale w moim odczuciu poprowadziłeś i ten świat wyśminicie.
Rubaszne odzywki przy piwie, dziwaczny, nieco okrutny mistycyzm druidzkich kapłanów, czy wszelkie odniesienia do Lovecrafta, to wszystko złożyło się na porywająca całość.
Muzyką bylem szczerze urzeczony, choć chyba bardziej przywykłem do kawałków ktore miksujesz sam. Ten Clannad ma swój klimat, ale brakuje mu dynamiki w dłuższych kawałkach.

Taka uwagi co do postaci Marzeny - bycie wojownikiem nie znaczy że jedyne co Twoja postać może robić to próbować sprowokowac do walki, wszystko i wszystkich. W storytellingu nastawionym bardziej na interakcję z sojusznikami, szybko się zanudzisz, jeśli nie rozwiniesz swojej historii i nie spersonalizujesz swojej Gaili :)

Ja oczywiście długo znowu nie pogram, bo w połowie miesiąca wracam do UK, ale jeśli zdołamy zagrać coś jeszcze przed 12 sierpnia, to pisze się jak najbardziej.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dark Forest
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 575
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Ciemny, zimny las (Warszawa)

PostWysłany: Śro 22:07, 07 Sie 2013    Temat postu:

Oj Theo, nie czepiaj się ^^ Mistrz Gry mówił że to sesja na próbę i żeby przygotować sobie jakiekolwiek postacie, bez zatracania się w historie postaci. Wiesz jaka jestem i kim lubię grać! :)

Mi się trochę nie podobało że scenariusz był otwarty i dopóki, nie zagineła Twoja postać, nie bardzo wiedzialam co robić. Jak mi Maciej opisał tych wymalowanych myśliwych, byłam pewna że może mają dla mnie jakąś robote, albo coś sie stanie jak w nich rzuce antałkiem... przepraszam!

Dlaczego Kingi nie było ani Adama, albo chociaż tej nowej, potencjalnej?

A sam świat na razie mi się podoba. Choć wydaje mi się taki maleńki w porównaniu z tym co prowadzisz zazwyczaj. Nie mówię o wielkości ^^ raczej możliwościach.

Co do fabuły natomiast, chyba wiem co się święci, ale nie uprzedzajmy faktów, bo sobie popsuje zabawę. Choć znając Ciebie to się okarze że wszystko jest akurat odwrotnie ^^ Kiedy następna sesja?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Dark Forest dnia Śro 22:11, 07 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Death
Świński Bekon z Bemowa
Świński Bekon z Bemowa


Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 395
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa / New Hampshire
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 23:43, 07 Sie 2013    Temat postu:

Widze towarzystwo grywa bezemnie (: nieładnie.

I młodociana wzięliście. Mam nadzieję że po sesji pojechała do domu i nie będzie żadnej nieplanowanej ciąży (:

Czy ja się dopatruje elementow Cthulhu, w wizjach Teodora? Czy mam paranoję?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2397
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Czw 12:43, 08 Sie 2013    Temat postu:

Jakbyś nie jeździła po całym kraju też byś byłą zaproszona. Zresztą jesteś.

Cthulhu? Nie. Ale powiedzmy że czerpie z tych samych źródeł co Lovecraft, choć mam 100 lat przewagi i archeologicznych odkryć :)

Darky co do pytania o date gry, "nowa potencjalna" (jezu jaka nazwa), miała parę uwag co do waszych postaci. W sumie nie wiem jakich bo dość ogólnie mi pisała, ale jakbyście ruszyli się na kolejne spotkanie, to może byście wyciągneli stamtąd nieco wiedzy o świecie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dark Forest
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 575
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Ciemny, zimny las (Warszawa)

PostWysłany: Czw 13:23, 08 Sie 2013    Temat postu:

Marta przyyyyjedź i grajmy razem ;) będziemy molestować pana M, by dawał nam lepsze przedmioty i masował po pleckach. Samej mi jakoś tak głupio, bo czuje się zdesperowana jak mi odmawia^^

Maćku, czy Ty wiesz ile jest stopni? Mój zaokienny termometr pokazuje 42C w słońcu. Udar to najlepsze co może nas spotkać. Chyba że zaproponujesz coś innego na zachęte :>

Powiedz lepiej czy przysłali Ci już podręczniki do D&D edycja 5.0 ^^


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2397
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Czw 14:33, 08 Sie 2013    Temat postu:

Chyba Cie pojebało darky. Czy moglibyśmy skupić się na grze? Dziękuje.

Mój pokazuje dokladnie tyle samo, a zwróc uwage że nie toleruje wcale upalów. Zresztą nie bede sie jakoś szczególnie prosił - wpadnij na to spotkanie, Kaśka, bo tak ta panna od PC się nazywa jest calkiem ogarnięta.
Miałabys wreszcie okazje poznać kogoś kto albo nie planuje się z Tobą przespać, albo Ty z nim.

Przypominam że czekam na wybór klanów, z czym wiążą się profity skillowe.

Tak, pobrałem komplet z Wizarda - dzisiaj gram w siatke z Theo, a potem będziemy robić postaci na nowej mechanice. Jeśli chcecie to wpadajcie, fajny lokal, koleżanka pracuje jako barmanka.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Enzeru
Gruba Ciota
Gruba Ciota


Dołączył: 23 Lut 2010
Posty: 50
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Imielin
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:39, 08 Sie 2013    Temat postu:

Szanowny kolega, jak widzę znowu w centrum uwagi płci pięknej.
Czy korzystając z okazji że kolega architekt, jest jeszcze kilka dni w Polsce, zorganizujemy w tym tygodniu jeszcze jakieś spotkanie? Pytanie to zadałem również w dziale sesji ogólnych.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Czw 15:04, 08 Sie 2013    Temat postu:

Dzisiaj niestety mi odpada. Jak pisał Maciek, robimy zaraz postaci do D&D, wiele lat czekaliśmy na system, a teraz wkręcił mnie do betatestów.

Może jutro? Co Wy na to?

W sprawie klanów, mnie najbardziej pasuje Bal Dorga. Byłby wspaniały jako uzupełnienie legendy o kamiennym olbrzymie, którą wplotłem w swoją historię postaci.
Gdzie mogę o nim poczytać coś więcej? Może ta Twoja znajoma udzieli mi jakiś szerszych wyjaśnień, jeśli to dla niej nie problem?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Theo dnia Czw 15:06, 08 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Death
Świński Bekon z Bemowa
Świński Bekon z Bemowa


Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 395
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa / New Hampshire
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 21:47, 08 Sie 2013    Temat postu:

Ile wam placą za godzinę betatestów?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Pią 0:27, 09 Sie 2013    Temat postu:

Nic, to otwarte testy. Normalnie stawka godzinna to 15$ gracz i 25$ DM. Sesją raz w tygodniu, zakontraktowane na 4h. Grywaliśmy dłużej, ale już dla własnej przyjemności.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2397
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Pią 12:54, 09 Sie 2013    Temat postu:

Przypominam o dzisiejszej sesji :) kupiłem zgrzewke wody i butelke toniku, więc nie musicie targać własnych.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Pią 16:06, 09 Sie 2013    Temat postu:

Przepraszam wielce, ale na 16:00 się nie wyrobie. Zaraz wsiadam w samochód i przyjeźdżam. Na 16:20 sie pojawie. Będzie ktoś jeszcze ze sprawdzonych graczy, albo ta nowa?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2397
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Pią 21:29, 09 Sie 2013    Temat postu:

Dzisiejsze spotkanie zaczęło się w lekko po czasie i zaraz po wymianie kilku newsów ze świata rozpoczęliśmy sesję. Tym razem gracze mieli już karty postaci wypełnione w większym stopniu, a co poniektórzy nawet przemyśleli sobie koncepty które opracowaliśmy wcześniej i opracowali historie swoich wybrańców.

Opis przeniósł drużynę znów do lasu, gdzie częsciowo otoczeni przez chłodne mgły stali w niepokojącej ciszy. Ragharka usiadła na zwalonym pniu opatrując powierzchowne zranienie i przypatrując się okolicy, w poszukiwaniu potencjalnego pościgu. Dwójka pozostałych bohaterów mierzyla się wzrokiem, aż w końcu Sullen, zgodził się rzucić nieco światła na ostatnie wydarzenia, jednak pod jednym warunkiem – nie tutaj.
Milczący bard pokiwał głową, po czym odebrał kompanowi niewielką buławe, ktorą ten nosil zawieszną przy pasie. Brian nie skomentował tego, ale nie był zachwycony tą jawną oznaką braku zaufania. Zgodził się jednak zaprowadzić dwójkę pozostałych bohaterów do bezpiecznego miejsca, o którym nie mieli pojęcia ludzie w Mor Gwyrthar.
Trójka uciekinierów, starając się pozostawić za sobą jak najmniej śladów, skierowała się w góre strumienia idąc jego korytem. Jak określiła Gail, była to sprawdzona metoda by zmylić nosy psów tropiących i wzrok przypadkowego jaźdźca.
Las stawał się coraz gęściejszy i bardziej mroczny. Śpiew ptaków, zastąpiło dalekie krakanie wron, zieleń świerków również znikneła ustępując miejsca pokrytym pajęczynami pniom starych dębów. Graczom co i raz wydawało się że słyszą za sobą ujadanie psów i nawoływania łowczych, ale żaden z nich nie pojawił się na granicy wzroku.
W pewnej chwili Gail nadepneła na coś co okrutnie chrupneło pod jej butami. Kiedy odgarneła końcem włóczni, poczerniale, zeszloroczne liście, jej oczom ukazał się fragment ludzkiej kości. Zdziwiona kobieta, przerzuciła swój wzrok na Briana, przykladając mu włócznie do piersi i żądając wyjaśnień.
Kapłan uśmiechnął się nieznacznie, wskazując na niedalekie wzgórze i odparł że wkrótce wszystko zrozumie.
Chłostani przez zimny wiatr, wybrańcy dotarli po paru chwilach do wygładzonych przez wieki kamieni granicznych. Bard uklęknął próbując odczytać niewyraźne znaki, a kiedy wreszcie mu się to udało, wydało się że nawet jego kamienna zazwyczaj twarz, pobladła.
Oto bezwiednie, postawili nogi na ziemi zakazanej, starożytnym polu bitwy, gdzie nie zapuszczał się nikt ani nocą, ani za dnia.
Brian Aleyn widząc przestrach w oczach kompanów, uspokoił ich i przysiadł na jednym z powalonych głazów. Jak wyjaśnił, znał mieszkańców wioski i wiedział że nie odważą się zapuścić na te przeklęte przez duchy ziemie. On zaś, jako kapłan, bywał tu często gdy dręczony koszmarami, szukał spokoju od zgiełku wioski.
Słowa te uspokoiły nieco Ragharke, która wyciągneła mięso upolowanego zająca, ale wychowany w głębokim szacunku do zmarłych Morran, wyraźnie czuł się tu nieswojo.
W końcu Brian zaczął opowieść, a była to historia, ktorej nie opowiada się w takich miejscach jak to.

Wiele miesięcy temu, późnym latem, podczas poszukiwań rzadkiego zioła, rosnącego tylko na zachodniej stronie kurhanów, kapłan miał wypadek. Osuneła się ziemia i uderzył głową o kamień których pełno leżało w okolicy. Obił się przy tym solidnie i choć wypadek nie był groźny, sprawił że Brian na wiele godzin stracił przytomność, a gdy ocknął się, słońce już zachodziło za horyzont. Gdy schodził z kurhanu, wtenczas usłyszał, jakiś szept, który zdawał zlewać się z wiatrem i nawoływać. Przerażony, ofiarował swoją modlitwę Bogini i rozpoczał mozolny marsz w stronę wioski. Im dalej jednak szedł, tym bardziej błądził, a wysokie trawy niczym ręce owijały się wokół jego nóg. Wtem zobaczył przed sobą, w ciemności, sylwetkę rosłego męża który lustrował go wzrokiem. Mimo iż jego rysy rozmywały się w mroku, wyraźnie dało dostrzec się Sulleńskie cechy, choć potężne muskuły i dzikość w oczach nie pasowały zupełnie do mieszkańca łąk. Jak zahipnotyzowany, nie mogąc się ruszyć Brian mógł tylko obserwować jak niewyraźna sylwetka zbliżyła się do niego, dotykając swoją widmową ręką jego czoła. Ostatnim, co kaplan pamiętał, był nieokiełznany gniew, a potem Bogini, litościwie nakryła jego zmysły zasłoną czerni.

Jako iż gracz, bardzo dobrze przygotował się do opowieści, dwójka pozostałych wybrańców, poczuła się bardzo nieswojo. Nagle kobierce porastających wzgorze traw, wydały się pełne nieznanych sekretów, a zimno lutowego dnia, ukuło głębiej niż zwykle.

Kapłan wznowił swoją opowieść. Rankiem, tamtego dnia obudził się na skraju uroczyska, ale nie pamiętał niczego co miało miejsce w nocy. Poza ogromnym strachem, miał jednak poczucie wstydu, że jego wiara w Boginię, nie pozwoliła mu uchronić się przed tym co go spotkało u podnóża kurhanu. Od tego dnia nocami, do jego snów zaczeły zakradać się niejasne, męczące wizję, z których rano nie pozostawało nic poza bólem głowy i zmęczeniem.
Żyjący wówczas jeszcze stary Arthur, który również wysłuchał opowieści ucznia, zniknął wtedy na kilka dni z domu, a gdy wrócił przywiózł ze sobą kamienny amulet z dziwnymi znakami. Tego jeszcze wieczoru, odprawił rytuał, który powtarzał nad Brianem każdego tygodnia. Liście na drzewach nabrały zlotej barwy, lato przeszło w jesień, a dziwne sny ustąpiły, Któregoś wieczoru jednak stary kapłan zasłabł i czując wyraźnie że osiemdziesiąta słota będzie jego ostatnią, poprosił swojego następcę o rozmowę.
Brian z rozmowy niewiele pamiętał, starzec opowiadał o pradawnym ludzie, z którego mieli wywodzić się Sullenowie, o przepowiedni, która spowodowała że rodzice porzucili młodego Aleyna i o zapomnianej, pochłoniętej przez fale twierdzy, gdzie w zamierzchłej, mrocznej epoce Brian popełnił grzech. Młodzieniec wybiegł wtedy z placzem z domu kapłana, chcąc poukładać myśli i wrócić rano, gdy gorączka starego opadnie.
Świtem jednak, gdy Bogini oświetliła Tir Na Danu, zimne ciało mentora leżało już na ziemi, wpatrując się w niebyt zamkniętymi oczyma. Ostatnim wysiłkiem starzec, musiał doczołgać się do kawałka węgla z paleniska i wyskrobał nim „Lok Moran”.
Wraz ze śmiercią nauczyciela, wróciły dziwne sny. Brian budził się wielokrotnie w nocy, zlany potem, raz nawet wydawalo mu się że widział przy swoim łóżku mokre, blotniste ślady, które znikneły rankiem.

Opowieść gracza trwała prawie 40 minut, ale nie był to czas stracony. Widziałem już że reszta drużyny złapała się w kleszcze fabuly i podąży jedną z przygotowanych dla nich ścieżek.

Twarz Cathala spoważniała i wykonał on znak chroniący przed złymi urokami. Wojowniczka ze zdenerwowania wstała i zaczela czyścić ostrze swojego pilum.
Bard probował przekonać grupę, żeby jak najszybciej opóścic to miejsce, jako że duchy zmarłych, są tu najbliżej bram realnego świata. Kapłan jednak odmówił, tłumacząc się tym że mieszkańcy osady, mogą być gdzieś w pobliżu.
Cathal po raz kolejny, przejrzał prawdziwy sens tej wypowiedzi, ale ze znanych sobie powodów, porzucił temat, zaproponowawszy przeniesienie się i rozbicie obozowiska bliżej klifów, na wrzosowiskach.

Grupa zeszła ze wzgórza, by zniknąć w cieniach lasu i ukryć się przed wzrokiem postronnych. Nie wiedzieli jednak że czyjeś oczy przebiły się przez cień pod drzewami, a chwilę później, rączy koń ruszył w stronę Mor Gwyrthar.

Nasi wędrowcy wczesnym popołudniem opuścili posępny las i wspinając się na porośniete trawami skały, dotarli na wysoczyzny. Wojowniczka która do tej pory nie udzielała się szczególnie ożywiła się nieco, próbując przekonać Briana do opuszczenia wioski i wyruszenia z nią na północ. Cathal, znalazł w tym chronioną przed wiatrem jame w ziemi, w której grupa postanowiła rozbić niewielkie obozowisko i rozpalić ogień. Krótkie poszukiwania w okolicznych skalach, pozwoliły znaleźć kilkanaście przepiórczych jaj i nieco jadalnych bulw, które już wkrótce pokrojone i podgrzane nad ogniem zamieniły się w odganiający zmartwienia posiłek.
Czas mijał, a gracze nieświadomi niebezpieczeństwa, dyskutowali nad dalszym planem działania. Gail, nawoływała do opuszczenia tych niegościnnych ziem, Brian zaś przekonywał że trzeba odnaleźć Lok Moran by dowiedział się czegoś o dziwnych slowach starca, Cathal, najpokorniejszy z całej trójki, zaproponował udanie się do druidów, którzy mieliby nałożyć Geas i pokutę, która przełamałaby zly urok.
Nie doszedłwszy do żadnych konkretnych wniosków, gracze postanowili udać się na krótki spoczynek, a decyzję podjąć wczesnym wieczorem. Bard, kawałkiem powroza, skrępowal kapłanowi ręce, by ten nie uczynił nic głupiego, jeśli spokojny szum dalekich fal, sprowadziłby nań pełen koszmarów sen. Gail jako jedyna co pewien czas rozglądała się po okolicy, ale wkrótce, zaprzestała skupiwszy się na czyszczeniu włosów.

Atak spadł na drużyne niespodziewanie. Cathal, który wyplatał wiklinowy kosz, został trafiony siecią, która na kilka chwil wyłączyła go z walki. Od południa i zachodu, nad jamą pojawiły się sylwetki wojowników, uzbrojonych w tarcze, lekkie topory do rzucania i oszczepy. Gail zerwała się na równe nogi, w ostatniej chwili żeby odbić, lecący w jej strone dziryt. Bard w końcu zrzucił z siebie sieć, ale dwójka toporników już prz nim była. Otwierając mu bolesną ranę na piersi.
Brian, próbował się bronic, ale związane rece skutecznie mu to uniemożliwialy. Zaczał krzyczeć i prosić, kompanke o przeciecie więzów, a ta nie widząc innego wyjścia, uczyniła to końcówką włóczni. Walka rozgorzała na poważnie, padlo kilka fartownych uderzeń, ale napastnicy mieli za sobą element zaskoczenia i dwukrotną przewage.
Gracze którzy glodni do tej pory byli starć, typowych dla RPG, szybko tego pożałowali. Nie ma sensu przytaczać calej walki, jednak trzeba wspomnieć o wydarzeniu które przypieczętowało los drużyny. Ragharka wymieniajac ciosy z dwójką przeciwników, została przyparta plecami do skały. Wprawdzie przebila jednemu z nich skórzaną zbroje, ale włócznia niefartownie utkwila między żebrami. Kobieta chciala uciec, ale poślizgnęła się na zakrwawionej trawie. Męzczyzna wzniósł topór by zadać cios. Stojący nieopodal Cathal, wprawdzie nie zdążyłby dobiec, ale trzymany przez niego oszczep, gdyby nim celnie cisnąć, rozwiązałby sprawe. Olbrzym się zawachał – zbyt cenił życie ludzkie. Mineła jedna chwila. Nad klifem rozszedł się okrzyk bólu gdy cięzka stal strzeskała scięgna i kości Gail.

Widząc co się dzieje, Brian natychmiast zaniechał walki i dopadł do rannej, wznosząc prośby do Ailli, przyłożył ręce do strzaskanej kości. Mimo starań, kobieta pobladla i straciła przytomność. Łowczy z Mor Gwyrthar zanieśli się śmiechem, komentując zarówno umiejętności kapłana jak i odwagę wojowniczki.
Jeden z nich zbliżył się i położył swoją włochatą dłoń na spodniach Gaili, próbując je zerwać. W tej chwili, potęzny Morran chwycił za swoją cytre, a z jego ust dobiegł starodawny hymn, sławiący dobrotliwego i szlachetnego bohatera. Pieśń Mądrości, miała przemówić do honoru łowczych, ale niewielka ilość sukcesów, sprawiła że tylko niektórzy z nich odwrócili wzrok od tego co miało się zaraz wydarzyć. Zarośniety drab, już odpinał pasek kobiety, odsłaniając jej łono.
Tego dla Briana było za wiele. Chwycił on leżący na ziemi topór i śmiejąc się obłąkańczo, opuścił go na kark łowczego. Efekt zaskoczył chyba wszystkich. Potężne uderzenie, poparte jeszcze modyfikatorem od MG, rozcięło szyje i tors, druzgocząc kręgosłup.
Cathal kopnął potężnie ognisko wrzucając je w resztki śniegu, a iskry i dym, szybko zamienily się w pare dając graczom kilka cennych chwil. Kompani chwycili towarzyszkę i pobiegli w stronę klifu, pod którym uderzały wściekle fale. Na odzew nie trzeba było długo czekać, gdy łowczy otrząsnęli się, przeskoczyli nad truchłem swojego kompana i podązyli w pogoń by odciąc graczom drogę na klifie. Cathal osłonił się tarczą Ale jasnym było, że sytuacja jest przesądzona.
Gdy wojownicy natarli, wybrańcy spojrzeli tylko na siebie i skoczyli w dół – wprost na szalejące fale.

Tutaj nie bardzo wiedziałem co począć dalej – w DnD sytuacja jest jasna k6 obrażeń za każde 3 metry upadku. Zrobiliśmy więc małą przerwę by zasięgnąć opinii. Pierwsza jej wersja zmroziła graczom krew w żyłach, ale po wyjaśnieniu, odetchnęli. Zamówiliśmy chińczyka i postanowiłem przedłużyć trochę pauzę, rozmawiając z graczami o mechanice i systemie.

Kiedy świat ruszył znowu, na porośniętym wrzosem klifie, stało tylko czterech mężczyzn, bojaźliwie wpatrując się w rozszalałem morze, rozbijające się o skały. Nie było widać żadnych ciał, powoli zapadał zimny wieczór, a żadnemu z nich nie było w smak schodzić na dół, by szukać ciał. Prawie pewne było, że rozszalałe fale, wciągnęły je w samą toń, gdzie pożywią się nimi żarłoczne ryby i morskie potwory. Sullenowie wrócili do swoich rannych i martwych, a potem do ukrytych dalej koni, by przed nocą wrócić do osady.

Kilkadziesiąt jednak metrów dalej, toczyła się prawdziwa walka o życie. Morran, trzymajac jedną reką kobiete, próbował drugą wspiąc się na ostre głazy, z których wciąż zmywała go woda. Zachłystując się słonymi glonami, słabł coraz bardziej. W końcu opadłwszy zupełnie z sił, nabrał haust powietrza i dał się porwać morzu.

Chłodna bryza. O tak. Była to pierwsza rzecz którą poczuł, kiedy ponownie jego kamienne płuca znów mogły oddychać. Obok leżała Gail, z wodorostami wplecionymi w swoje kasztanowe włosy od których odbijał się księżyc.
Bard rozejrzał się za swoja cytrą, ale nie mogąc jej znaleźć wstał i zaczał nawoływać, ale wkrótce uciszył go znajomy głos. Brian, wydawał się stać pośród fal i na coś wskazywał. Po paru minutach okazało się że wokół stóp kapłana, morze odsłoniło kamienną groble, o której ten musiał wiedzieć od dłuższego czasu. Mężczyzna mimo potężnej rany na czole, był wyraźnie podekscytowany. Oto z wody, daleko przed nimi, odsłaniane przez odpływ ukazywały się powolutku, starożytne wierzeje. W świetle przymglonego księżyca, wydawało się że wynurzają się z oceanu, w niepokojącym nimbie, niczym jakaś mara zamierzchłej epoki.
Kapłan, przerażająco spokojnym glosem, poinformował że to właśnie Lok Moran, zatopiona twierdza, ktorą tak często widział w koszmarnych snach. Pośród jej podwodnych komnat z pewnością muszą znajdować się odpowiedzi na wszelkie pytania, które zadawał sobie przez ostatnie miesiące.
Bard stojący twardziej na ziemi, odmówił jednak wędrówki tam i targany złymi przeczuciami i zaczał cucić Ragharke. Kobieta z początku nie reagowała na wszelkie próby wybudzenia, ale szczera modlitwa do Bogini, wypowiedziana przez barda, w końcu przywołała jej świadomość.
Kobieta niepewnie wstała, ale natychmiast dała o sobie znać zraniona noga. Gail odpiela włócznie i oparła się na niej by zapewnić sobie równowagę. Kapłan położył jej reke na ramieniu i nakazał ruszać za nim.

Nigdy nie byłem w stanie zrozumieć co pcha graczy w objęcia śmierci. Czy to głupota, chciwość, czy może jakiś moralny kodeks który nakazuje umrzeć w imię teamplayu. W każdym razie pozbawiony broni bard, mocno ranna wojowniczka pozbawiona swej tarczy, oraz lekko szalony kapłan, przed którym najrozsądniej byłoby uciec, postanowili stawić czoła przeznaczeniu dzisiejszej nocy.

Niebo zachmurzyło się do reszty, a cała trójka weszła razem na wilgotną groble usypaną z nieregularnych ciemnych głazów. Wokół huczało niespokojne morze. Gdzieniegdzie z płytkich zagłębień wypływała jeszcze spieniona woda pełna glonów i drobnych skorupiaków.
Sullen rozpalił pochodnię zrobioną z kawałka własnej szaty i suchego drewna znalezionego wcześniej na brzegu. Natychmiast jednak pożałował tego, kiedy blask ognia padł na bielące się w szczelinach skał szczątki. Ludzkie i końskie czaszki wypolerowane wodami przypływu, oblepione były glonami. W oczodołach niektórych wciąż kłębiły się drobne, śliskie stworzenia, przypominające robaki. Gail krzykneła i upadła na kolana wymiotując.
Krzyk dziewczyny zlał się z dalekim pogłosem burzy, kiedy pierwsze krople deszczu uderzyły o powierzchnie morza.

Tutaj zawiesiłem swój opis i przerwałem sesje.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Pią 21:59, 09 Sie 2013    Temat postu:

Nie chce sobie strzępić języka po próznicy, bo co miałem powiedziałem po sesji. Jedno z najlepszych spotkań role play w jakich uczestniczyłem. Wydobyłeś z tego świata całe cholerne sedno.
Odwołałem jutrzejsze spotkanie z rodziną i wertuje podręcznik szukając zdolności barda, ktore mogą uratować nam skórę.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Theo dnia Pią 22:00, 09 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dungeons and Dragons Strona Główna -> Poza Czasem Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 1 z 6

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin