Forum Dungeons and Dragons Strona Główna Dungeons and Dragons
Sesje, sesje, sesje...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Streszczenia sesji
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dungeons and Dragons Strona Główna -> Poza Czasem
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2394
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Pią 18:25, 16 Sie 2013    Temat postu:

Jutro się umówiłem na popołudnie i wieczór.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dark Forest
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 575
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Ciemny, zimny las (Warszawa)

PostWysłany: Nie 13:58, 18 Sie 2013    Temat postu:

Jest jakaś szansa żebyś mnie przywrócił do grania? Tak bardzo się nudzę i wypatruje nowych streszczeń ^^'

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Nie 17:35, 18 Sie 2013    Temat postu:

Popieram. Darky radziła sobie przyzwoicie. Czy najbliższy wtorek, jest dniem, kiedy można by coś zagrać?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Death
Świński Bekon z Bemowa
Świński Bekon z Bemowa


Dołączył: 13 Maj 2010
Posty: 395
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa / New Hampshire
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 20:32, 18 Sie 2013    Temat postu:

M. jest chory, blady, zimny i na antybiotykach. Dzisiaj u niego byłam. Poczekacie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Pon 16:50, 19 Sie 2013    Temat postu:

Oby nie za długo bo mi ślinka cieknie na gre :)

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2394
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Śro 14:32, 21 Sie 2013    Temat postu:

Mi cieknie na prawdę, bo mam taką gorączke i opuchniętą szczeke. Nie mam pojęcia czy cokolwiek w sierpniu jeszcze zagramy, to chyba jakieś ostrzejsze zapalenie.
Dostałem mocniejszy antybiotyk i doszły jeszcze skoki ciśnienia i zawroty w głowie. Żyć nie umierać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Sob 20:21, 24 Sie 2013    Temat postu:

Oj Robercik, to już chyba z nami nie zagra po tym jak się sesja skończyła. Właściwie bardzo się ciesze, graczem był dobrym, ale szacunek do ludzi miał żaden.
Myślałem że się na mnie z pięściami dzisiaj rzuci za to co jego postaci z Karoliną wysmażyliśmy.

Sesja inna niż zwykle, ciesze się że raz na kilka spotkań udaje nam się skończyć scenariusz i nikt nie umarł, mamy trochę zdobyczy i czujemy się moralnymi zwycięzcami.

I po raz kolejny się pytam, czemu Twoja koleżanka nie gra? Jeśli nie przyprowadzisz jej na kolejną sesję, uznam że zmyśliłeś całą historię o jej istnieniu, aby wmusić w nas nowy system.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Theo dnia Sob 20:22, 24 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Kiri Kiri
Czerwony Zadek


Dołączył: 15 Sie 2013
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

PostWysłany: Sob 20:40, 24 Sie 2013    Temat postu:

Albo istnieje ale jest brzydka.Zresztom on nie lubi kobiet taka prawda.Jakby lubił to byście mi nie odziękowali zagre.Bo rozumiem że ten powrót to domu to właśnie to pozbycie się mnie?
Robi skwasił dzisiaj z tym spuźnieniem i Sora dobrze się zemściła też nie był dla mnie mily śmierdzial fuglami i pchał się z łapami do mnie.
Nieprzyjemnie i odpychająco myślalam na począntku ze on jest otwarty i czuły ale jest zochydziały :( thx że go wyprosiliście i mam nadzieje że nie stało się nikomu nic poważnego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Sob 21:09, 24 Sie 2013    Temat postu:

Wyprosiłem go przede wszystkim dlatego że przyszedł skacowany do mojego mieszkania i zamiast uszanować zasady mojego domu wyciągał sobie piwo z plecaka i popijał ukradkiem. Mógł spytać zamiast robić z tego takie szopki. Natomiast o ile piwo mi nie przeszkadza, o tyle przeszkadza mi udawanie że idzie się do łazienki by w niej palić, przeklinanie w towarzystwie małego dziecka i wielkie oburzenie że komuś może to nie pasować. Pety pływające w kiblu i dwuletnie dziecko krztuszące się dymem to stanowczo za wiele.
O jego spóźnieniu, wysyłaniu sms'ów czy ogólnym chamstwie mówić mi się nawet nie chce - zdolny owszem, ale nie na tyle żeby to tolerować.
Kroplą która jednak przelała czarę, było skakanie z łapami do mnie i MG. Ja to ja, ale Maciek również był moim gościem.

Mam nadzieje że wystarczająco jasno mu wyjaśnił czemu nie jest już dłużej mile widziany na naszych sesjach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2394
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Sob 21:15, 24 Sie 2013    Temat postu:

Em, tak, wyjaśniłem mu to dosyć dosadnie, problem w tym że też mi sprzedał gonga w twarz butelką i jutro będę musiał iść do dentysty bo podejrzewam że mam pęknięty ząb.

Kasia z nami nie zagrała bo dzisiaj pracowała - taki ma fach, co zrobić.

Zaraz skończę pisać streszczenie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Sob 21:18, 24 Sie 2013    Temat postu:

Ja pierdziele. Zgłaszamy na policję rozbój?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2394
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Sob 21:24, 24 Sie 2013    Temat postu:

Nie zgłaszamy i tak przekroczyłem obronę konieczną.

Streszczenie, część I - moze być odrobiną nieskładne bo pisałem je w autobusie.

Przyznam ze trochę zaspałem na sesje, mimo że wcale wcześnie nie była, ale no cóż... łóżko jest miękkie i dobre. W każdym razie do Falenicy dotarłem spóźniony o dobre 20 minut – przynajmniej tak mi się wydawało.
Jeszcze bardziej zdziwiłem się gdy na miejscu okazało się że poza Teodorem nie ma nikogo.
Ostatecznie Karolina zadzwoniła, że się spóźni, a Robert... gdy w końcu odebrał stwierdził że ma takiego kaca że niespecjalnie chce mu się przychodzić ale „nie ma nic na telefonie więc nie poinformował”.
Wkurwiło to wszystkich, no ale co robić – przejechałem pół miasta żeby poprowadzić, to nie będę się wracał. Ostatecznie zdecydowałem się Vercyngetoryxa poprowadzić sam.

Znów wróciliśmy do krainy poza czasem, gdzie dwójka bohaterów przy zachlapanym winem stole, mierzyła się groźnie wzrokiem. Strzała wystrzelona na poprzedniej sesji, drgała jeszcze przez chwilę w zajmującej się płomieniami strzesze, a syk ognia zlał się z krzykami ludzi. Harmider obudził jakiegoś śpiącego pod jednym ze stołów pasterza, który podniósł się tylko po to by kolejny płonący pocisk wbił się w jego nogę, powalając z powrotem na ziemię. Cathal wstał by mu pomóc, lecz w tejże chwili ostry grot rozciął jego ubranie, chybiając wybrańca o milimetry. Vercyngetoryx zdąrzył chwycić swoją złotą tarcze, zasłaniając się przed istnym deszczem strzał który zaczął opadać z nieba. Wiele z nich lądowało w mokrym śniegu i gasło z sykiem, lecz krzyki dobiegające z głębi wioski, sugerowały dość jasno że niektóre z nich znalazły swój cel.
Zupełnie zaskoczeni wybrańcy pośpiesznie wdziali swoje pancerze i powiązali rzemienie, wciąż chowając się za osłoną ław i stołów. Kilka budynków zajęło się nieśmiałym ogniem, rzucając czerwoną łunę na tą dziwną scenerie wczorajszej wieczerzy.
Vercyngetoryx chwycił mocniej tarcze i biorąc solidny rozbieg przeskoczył nad jedną z ław i pobiegł wspiąć się na otaczający osadę wał. Wydawało się że gdzieś na granicy wzroku w porannej mgle, pojawił się nowy dźwięk – miarowy i przypominający głuche uderzenia w obciągnięte skórą bębny.
Cathal niepewny co czynić, chwycił ramieniem Sorę i razem pobiegli do jednej z chat.
W tym czasie Cael dopadł już palisady i gdyby nie opanowanie ćwiczone przez lata, zapewne zamarł by z trwogi. Wokół wioski, we mgle poranka przemykały niczym widma, wymalowane sylwetki o strasznych rysach. Vercyngetoryx znał ten dziki, kryjący się w lasach od niepamiętnych czasów lud. O tak, znał ich bardzo dobrze.
Byli to Piktowie – przerażający, skupieni w prymitywne szczepy czarnowłosi wojownicy, którzy mimo upływu niezliczonych lat nigdy nie przyjęli łaski bogini ani dobrodziejstw cywilizacji. Żyjący prawie na poziomie zwierząt, okrutni i nieokrzesani, swoją nazwę przyjęli od bladych barw, które znaczyły ich twarze gdy wybierali się na wojnę. Wojna była też jedynym rzemiosłem jakie znali – gdy wyłaniali się z ciemnych borów, które ich zrodziły, robili to tylko po to by zdobywać więcej głów które tak cenili i porywać kobiety, by te potem rodziły ich pokraczne dzieci. Byli jak prymitywna, niepowstrzymana fala, wyrwana z jakiejś zamierzchłej epoki gdy ludzkość pławiła się w dzikości i barbarzyńskim okrucieństwie.
Vercyngetoryx wiedział to wszystko, lecz mimo to patrzył na tych wymalowanych kanibali, gdy ci tańczyli pośród drzew i niczym małpy, wspinali się po wiekowej palisadzie.
Z odrętwienia, wojownika wyrwał dopiero hałas charczącego strażnika, który upadł ledwie dwa kroki dalej z rozbitą czaszką. Niebieskooki Pikt z satysfakcją znużył swoje palce w czerwonej wzbierającej kałuży, dodając nowy, zawiły wzór na swojej nagiej piersi.
Wybraniec nie czekając na dalszy rozwój wypadków, podrzucił w ręce topór i cisnął go wprost w czerep dzikusa. Mimo trafienia, ten tylko zaniósł się śmiechem i rzucił na Vercyngetoryxa.
W tym czasie Sora i Cathal, zaryglowali drzwi, próbując rozeznać się w sytuacji. Kapłanka przygotowała sobie kilka strzał, a bard postanowił przekraść się do głównej bramy. Wydostawszy się oknem, wybraniec zdarzył zrobić ledwo kilka kroków, gdy zza rogu z krzykiem wybiegła półnaga kobieta. Zaraz za nią, pojawił się krępy niski Pikt o szalonych oczach odziany w przepaską z wilczej skóry. Cathal zamarł gdy zdał sobie sprawę że małpolud trzyma w ręce świeżo ściętą głowę, Ta chwila nieuwagi kosztowała go potężne uderzenie, gdy napastnik kopnął go swoją masywna stopą w podbrzusze. Moran podniósł swój claymore, ale nie na tyle szybko by zasłonić się przed ciosem długiego sztyletu z brązu, którego oprawca używał bardziej jako obucha. Polała się krew. Gdzieś z uliczki, wybiegł jeden z rosłych pasterzy i nabił Pikta na włócznie. Nawet umierając, wciąż śmiał się obłąkańczo, wykrzykując zaklęcia w swoim gardłowym języku. Cathal, podziękował nieznanemu młodzieńcowi skinięciem głowy i tamując rozcięcie na ręku ruszył w stronę bramy. Gdy tam dotarł, dostrzegł że toczy się tam regularna bitwa. Mimo że strażnica przy bramie płonęła, wciąż widać było krępe sylwetki dzikusów wspinających się po pękających od żaru balach. Kilkoro osadników zebrało się przy ścianie chaty, odpierając coraz bardziej agresywne ataki, żerujących wśród ciał agresorów. Stary druid, który wczoraj przekuwał Torques, pochylał się nad tęgim mężczyzną, próbując opatrzeć jego rozbitą głowę.
Z jednej z chat wybiegło z krzykiem dziecko próbując schronić się między koszami, ale rzucony w wnętrza budynku oszczep, przyszpilił je do ziemi niczym szmacianą lalkę.
Dzika piktyjska kobieta, z ociekającym krwią nożem wybiegła z domostwa, by zebrać trofeum, lecz Cathal, mimo ciążącego na nim Geasu, nie dał jej dokończyć dzieła. Życie za życie. Potężny cios spadł na ramie kobiety, niemal odcinając jej rękę w łokciu. Nie zważając na krzyki rannej dzikuski, Cathal, ostrożnie podniósł dziecko i uważając by dziryt nie uszkodził żadnych ważnych tkanek i położył malca koło druida. Ten skinął głową i...

...zadzwonił mój telefon. Okazało się że „niestety nie ma dzisiaj imprezki”, więc szanowny Robert, postanowił się jednak pojawić. No proszę 15:17 dzwonek do drzwi. Osobiście chciałem mu kazać wypierdalać, ale gracze poprosili żeby przynajmniej skończyć sesję w jego towarzystwie. Zgodziłem się, zarządzając jednak przerwę, bo przecież wiedza postaci musiała pokrywać się z wiedzą gracza. Wypiliśmy herbatkę i wróciliśmy do gry.

W tym czasie chata w której ukrywała się Sora, również stanęła na drodze łupieżców. Wprawdzie nie udało się im sforsować drzwi, ale podłożyli oni pod nią ogień. Kobieta korzystając ze swojej zręczności, wspięła się wraz z pękiem strzał na powałę i przedostała przez słomiany dach, by stamtąd szyć strzałami w napastników. Był to jednak obosieczny miecz, bo choć udało jej się poranić i odpędzić kilku z nich, to jednak szalejące płomienie szybko zaczęły lizać słomiane poszycie, odcinając kobiecie możliwość zejścia na ziemię.

Rozdzieleni bohaterowie walczyli jak mogli, ale zaciekłość i okrucieństwo Piktów, zdziwiło nawet ich. Dzicy nie umierali nawet z rozbitymi głowami, wyszarpanymi jelitami, ani zmasakrowanymi twarzami. Jeden z nich prawie odgryzł Vercyngetoryxowi ucho, nim ten zrzucił go na zaostrzony pal w dole częstokołu.
Cathal mógłby przysiąc że wśród krzyków walczących i umierających, dosłyszał też zawodzenie jakiś dzikich stworzeń, które nadciągnęły za Pitkami, by po bitwie urządzić sobie ucztę na szczątkach poległych.
Wśród walk i zamieszania, jakie nastąpiło po śmierci większości zdolnych do walki mężczyzn, nastąpił prawdziwy koszmar. Oto Piktowie, tocząc pianę ze swoich malowanych pysków, zaczęli wywlekać piszczące niewiasty i płaczące dzieci z tych domostw które jeszcze nie płonęły. Mężczyźni, dziko wyjąc zrywali szaty z sulleńskich i edhańskich kobiet, które próbowały walczyć i wyrywać się. Niektóre były ogłuszane ciosami potężnych kamieni, a niektóre podczas gwałtów miały podrzynane gardła. Piktowie lubowali się w prymitywnym sadyzmie i wiele ich wybranek, ostatnie co zapamiętało przed śmiercią, to cuchnący oddech oprawców i tępe ostrza. Te z którymi los obszedł się okrutniej, po wielokrotnych gwałtach, były rozbierane do naga i wiązane. Te miały trafić na zawsze do ukrytych w ciemnych borach osad, by po kres swojego życia, rodzić w bólach, dzieci swoich zezwierzęconych panów.

Widząc to wszystko Cathal zapłakał i ruszył na pomoc ostatnim żywym mieszkańcom wioski, starając się uchronić ich przed niewolnictwem. Dobrowolnie złamał swój Geas, mordując zajętych grabieżami barbarzyńców. Nim padł pod ciosami tępych maczug, zabił trzech i ciężko poranił drugie tyle, dającym tym samym możliwość ucieczki do lasu kilku dziewczętom.

Sora nie poradziła sobie tak dobrze. W chwili gdy skończyły jej się strzały, próbowała przeskoczyć na inny budynek, ale zsunęła się i skręciła kostkę upadając na ziemie. Ostatnim co zobaczyła, nim straciła przytomność z bólu, był potężny stos chrustu który zbierają Piktowie pod jednym z drzew.

Historia Vercyngetoryxa potoczyła się natomiast inaczej. Los związał chwilowo jego los z potężnym Drachem z rodu Moranów – kowalem osady. Gdy dzicy wdarli się w głąb wioski, we dwóch, zabili i okaleczyli kilku z nich. Potem potężny mężczyzna zaprowadził Vercyngetoryxa do swej kuźni, gdzie mieli bronić się nim opadną z sił. Z początku wybraniec planował wymknąć się porwać konia by uciec, ale gdy droga do zagród została odcięta, wpadł na inny pomysł. Gdy kowal szukał w jednej ze swych skrzyń łuku, ten zakradł się do niego i ogłuszył go, rozbijając mu niemal czaszkę. Szybko rozebrał się niemal do naga i zdobiąc swoje ciało malunkami z krwi, sadzą i kredą, możliwie upodobnił się do jakiegoś bezimiennego Pikta. Gdy prawdziwi łupieżcy wpadli w końcu do chaty, wzniósł od kowalski młot i uderzył nim w głowe budzącego się Dracha. Ten zalewając się krwią zaczął błagać o litość, ale Vercyngetoryx, który teraz przybrał imie Um, bił tak długo aż masywne ciało, nie przestało drgać.
Piktowie mimo że prymitywni, żyli w dobrze znających się grupach, więc nie dali się jednak zwieść i pojmali Vercyngetoryxa w sieci.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2394
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Sob 21:29, 24 Sie 2013    Temat postu:

Część II:

Sora, gdy otworzyła oczy było już ciemno i tylko blask ogni i dzikie pląsy dzikusów, które słyszała, świadczyły o tym że jeszcze żyla. Obok niej, w wiklinowych klatkach, wisiało kilka starszych kobiet oraz dwaj pozostali wybrańcy.
Jako że Piktowie rozbili obozowiska dość daleko, gracze mogli dosyć swobodnie porozmawiać. Zdziwieni niecodziennym stanem Vercyngetoryxa, zadawali sporo pytań, ale ten dosyć gładko stwierdził że Drach, padł od ciosów Piktów, a jego samego pojmali wymalowali na swoją modle, na pokaz szacunku i podziwu ilu wrogów zabił.
Zmaltretowany Cathal, wiedział że to kłamstwo, ale wiele się nie odzywał starając się zebrać sily i obmyśleć jakiś plan. Wiedział on też dobrze co oznaczają piktyjskie wiklinowe kukły. Gdy po parunastu minutach, zjawiło się kilku podnieconych tubylców, ściągając kosz w którym siedziała stara zielarka, bard skwitował to tylko ponurym milczeniem. Sora próbowała dowiedzieć się o co chodzi, ale wkrótce i ona zrozumiała co się święci. Piktowie przenieśli kosz i zawiesili go nad jednym z ognisk. Nie minęło wiele czasu, gdy w powietrzu rozeszły się nieziemskie, pełne cierpienia skowyty a zaraz potem swąd palonego ciała ogarnął całe obozowisko. Bard obserwował jak wiklinowy kosz zaczyna rozpadać się w żarze, i wypadają z niego wciąż wijące się, skwierczące zwłoki. Kobieta próbowała jeszcze krzyczeć, ale od gorąca jej usta stopiły się a włosy ogarnął płomień. Tego co stało się później nie przewidział jednak nawet Cathal. Zwęglone ciało zielarki, zostało brutalnie wyciągnięte ze stosu, a nadzy barbarzyńcy, rzucili się na nie, wyrywając palcami i zębami, wciąż krwawiące ochłapy mięsa. Vercyngetoryx zaczął jak dzikie zwierze rzucać się w klatce, piszcząc i kwiląc jak dziecko, gdy zrozumiał że i na niego wkrótce przyjdzie kolej. Sora odwróciła głowę i zaczęła płakać.
Cathal zaczął modlić się, przywołując mądrość i cierpliwość skał i wkrótce w jego reku pojawił się niewielki kawałek krzemienia. Pocierając nim miarowo, Moran powoli zaczął przecinać wiązania wiklinowego więzienia. Nim pokonał chociaż połowę z nich, Piktowie wrócili po kolejną kobietę która wiedząc co ją czeka wrzeszczała, błagając Danu o pomoc. Niestety bogini milczała.
Wkrótce wrzaski stały się jeszcze donośniejsze, gdy pierwsze płomienie, dostały się do klatki, liżąc nagą skore niewiasty. Bard wiedział że czasu jest niewiele i pośród skowytu i łez zalewających mu oczy, napierał na kamień coraz mocniej i mocniej, aż w końcu konopny sznur pękł i olbrzym wypadł na brudną ziemię. Poobijany, z kilkoma otwartymi ranami, niewiele mógł jednak zrobić i postanowił chwilę odpocząć nim spróbuje opuścić widzące kilka metrów nad ziemią wiklinowe klatki. Niestety czas był przeciwko niemu i po paru minutach dwóch dzikusów, przyszło po kolejne ofiary dla swoich żarłocznych bożków.
Gdy dzicy stanęli przy koszach i dostrzegli że jeden z nich jest pusty, natychmiast zorientowali się że coś jest nie tak. Mimo że Moran doczołgał się za drzewo, znalezienie go po śladach krwi, zdawało się był kwestią chwil.
Wtedy stało się coś, co Cathal wracając do tych wydarzeń, zrzucał na omamy z upływu krwi. Gdy tak siedział, schowany w korzeniach drzewa, nagle poczuł że włos na karku staje mu dęba, a cale ciało paraliżuje lodowata groza. Bardowi zdało się że poczuł cuchnący zapach gnijących wodorostów, a zaraz potem usłyszał zduszony krzyk piktyjskich strażników i odgłos którego nie był w stanie do niczego przyrównać. Gdy wreszcie mężczyzna odważył się wychylić, przez moment dostrzegł ciemny kształt, jakby długiego węża, który zniknął w wilgotnym cieniu kałuż. Cathal zbliżył się z niepokojem obserwując podłużny ślad w błotnistej trawie i choć powinien drżeć z przestrachu, wydawało mu się że czuje znajomą obecność, która uspokajała go. Po strażnikach został tylko wyszczerbiony gladius, który jeden z nich opuścił.
Moran poczuł na policzku powiew chłodnego wiatru i nie zastanawiając opuścił pozostałe kosze, przecinając sznury które trzymały je w kupie. Na polanie znalazły się poza wybrańcami, jeszcze trzy kobiety. Jedna z nich próbowała przekonać wybrańców, żeby uwolnili jej córki, które wraz z innymi niewolnicami, przetrzymywane są najpewniej w namiotach Piktów, ale ci póki co byli zbyt zmęczeni i ranni, więc odmówili.
Stara zaniosła się płaczem, zaklinając ich na laskę bogini i choć Sora próbowała ją uspokoić i przede wszystkim uciszyć, uprzedził ją Vercyngetoryx. Wybraniec wyrwał zaskoczonemu Cathalowi gladius i zdecydowanym ruchem, wbił go w plecy starej. Kobieta przez chwile charczała, ale zaraz osunęła się na ziemię i zamilkła z krwawą pianą na ustach.
Cael spojrzał na pozostałych kompanów i stwierdził że ciężkie czasy, wymagają ciężkich wyborów, ostrzegając ich że jeśli zdradzą komuś co zrobił, podzielą los leżącego u jego stóp ścierwa.
Zapadła niezręczna cisza.
Choć nikt nie chciał tego powiedzieć jasno, Vercyngetoryx jako jedyny nie był poważnie ranny i jako jedyny dysponował bronią.
Wybraniec zakręcił gladiusem w dłoni ze zręcznością odpowiadającą raczej łotrzykowi niż ciężkozbrojnemu wojownikowi i uśmiechnął się. W jego głowie kiełkował już plan jak okpić Piktów i wzbogacić się na nieszczęściu które spotkało na Caeln. Potrzebował tylko swojej ukrytej w kuźni zbroi i tarczy.

Na jego nieszczęście towarzysze mieli inny plan.

Gdy zapadła noc, a większość domostw zamieniła się już w sterty poczerniałego drewna, większość Piktów spała już, chrapiąc ciężkim pijackim snem. Tylko niektórzy trwali jeszcze przy ogniach bacząc by ściśnięte w zagrodzie dla koni kobiety nie uciekły przez noc.
Przy samej bramie osady, łupieżcy zrzucili wszystkie bezgłowe ciała obrońców, ich czerepy susząc nad żarem, wedle tradycji swego ludu. W powietrzu unosił się koszmarny, mdlący zapach wytapianego tłuszczu i tlących się włosów.
Cathal sporządził dla Sory laskę na które ta mogłaby się opierać podczas chodzenia, a dziewczyna z chęcią przyjęła pomoc. Teraz podpierając się o pień, modliła się do bogini, żeby stojący przy bramie dzikus dał się nabrać na plan który właśnie zaczynał się realizować.
Po chwili z mroku wyłonił się Vercyngetoryx i chrząkając głośno powiadomił Pikta o swojej obecności. Ten zrobił kilka kroków stając w świetle pochodni i po chwili, jego szyje przebiła krótka, niewprawnie zrobiona strzała. Sora nie miała zbyt wielkiego wyboru i musiała skorzystać z pocisków które dało się znaleźć w trawie.
Nim mężczyzna upadł, Vercyngetoryx podtrzymał go i po cichu oparł o palisadę, wyciągając strzale, tak by wyglądało że śpi.
Przedzierając się w cieniach, przez zdewastowaną wioskę bohaterowie dotarli do chaty kowala, gdzie Vercyngetoryx wyciągnął z worka, swój ekwipunek. Ze skrytki pod kowadłem wydobył również nieco monet, których nie znaleźli Piktowie.
W następnej kolejności wybrańcy odwiedzili zgliszcza jeszcze kilku domostw zdobywając znaczne ilości owczego mięsa, alkoholu, ale nade wszystko ziół ena issar, ena leith oraz ena moor.
O ile dwa pierwsze Sora wykorzystała wedle swoich możliwości do opatrunków o tyle zastosowanie trzeciego wymagało nieco większej finezji. Kapłanka rozmieszała cały zapas usypiającego zielska w alkoholu który zdobyli, robiąc z niego nalewkę. Przemykając się z dala od ognisk i modląc żeby nie zdradzić swojej obecności przed nikim, z powodu utykania, Sora dotarła do beczki z piwem i wlała niemal cały antałek zaprawionej nalewki do środka. Niemal, ale nie wszystko. Resztkę, tą najmocniejszą z samego dna przelała do własnego bukłaka.
W tym czasie Vercyngetoryx przeszukiwał ciała poległych obrońców w poszukiwaniu monet, cennej broni i miedzianych pierścieni. Natknął się też na uwięzionego pod pękniętą belką pasiaka, ale zamiast pomóc mu się wydostać, wyłupił mu oko i zostawił. Gdy bohaterowie spotkali się z powrotem było już grubo po północy. Cała trójka wycofała się z osady, mając nadzieje że druga część planu wyjdzie równie dobrze.
Dwie ocalałe z klatek kobiety, powinny już być w połowie drogi do najbliższej osady, gdzie miały wezwać zbrojną pomoc.
Bohaterowie dotarli do najbliższych drzew chowając się w korzeniach rozłożystego dębu i pozwalając na chwilę nerwowego snu.

W nocy część Piktów piła jeszcze, a Ci którzy obudzili się wczesnym rankiem, również raczyli się z beczki. W efekcie gdy słońce stało wysoko najwyżej dwa tuziny wymalowanych dzikusów stały twardo na ziemi, zastanawiając się jakie to tajemne czary uśpiły tak twardym snem ich kompanów.

Gdy na zachodzie ozwał się tętent kopyt, zaledwie garstka z nich zdołała się wspiąć na palisadę, tylko by dostrzec ponad pięć dziesiątek idących i jadących Edhanów. Pośpiesznie zebrana grupa może nie była zbyt liczna, ale rządni zemsty za swoich poległych kuzynów, spoglądali z grymasem na dym unoszący się nad osadą.

Ci Piktowie którzy zdołali, rzucili się do lasu by uciec, ale konni ruszyli za nimi, i w ciągu kilku minut dopadli ich i zmusili do bitwy.
Ci natomiast którzy dopiero się budzili zaalarmowani hałasem, mieli mniej szczęścia. Edhanowie, choć z natury spokojni, gdy zobaczyli piętrzące się stosy okaleczonych ciał, wpadli w furie, przebijając swoimi włóczniami wszystkich spitych dzikusów. Do południa, zabito prawie setkę Piktów i tylko kilku najbitniejszych zdołało uciec do lasu.

Ale o tym wybrańcy dowiedzieli się dopiero parę dni później, gdyż z samego ranka byli już kilka mil dalej, wraz z wszystkimi kosztownościami które znaleźli.

Tego dnia Vercyngetoryx, ufny jak nigdy w swój spryt, przyjął bukłak od Sory, czego wkrótce miał pożałować.

Gdy po wielu godzinach męczących snów bohater obudził się, świat miał zmienić się dla niego na zawsze. Z początku zdziwiła go zupełna cisza panująca w lesie, potem zaniepokoił lekki odczuwalny w okolicach krocza ból, gdy tłumiące zmysły zioła traciły swoją moc.
Gdy zdał sobie sprawę co utracił tego dnia, jego krzyk uniósł się aż nad las.

W tym czasie, była niewolnica i Moran byli już daleko na południu, choć i oni wkrótce się rozstali. Sora wróciła do swojej wioski, a Moran zawrócił, by przekonać się że młode kobiety uratowane w Caeln dostaną dobytek po swoich mężach i ojcach, który w znacznej części znajdował się w worku przewieszonym przez zad konia.

Tydzień później bard opowiedział tą historię zaprzyjaźnionemu druidowi i choć może pominął kilka fragmentów, na jego torquesie, pojawił się nowy piękny splot, z trzydziestoma siedmioma ornamentami, po jednym za każde życie które ocalił tamtego czasu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Sob 22:31, 24 Sie 2013    Temat postu:

Twoje streszczenia w Poza Czasem, są bardziej jak opowiadania, a nie lakoniczne opisy, jak ma to miejsce w dziale D&D.
I dzięki że odsiewasz te wszelkie zbędne wstawki, dzięki temu nie wygląda jakbyśmy byli bandą skończonych idiotów.
Można nawet wywnioskować że Kiri coś robiła :)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2394
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Pon 22:37, 26 Sie 2013    Temat postu:

Może jakaś sesja w tygodniu? Kasia by bardzo chciała zagrać.
Kto byłby chętny?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dungeons and Dragons Strona Główna -> Poza Czasem Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 4 z 6

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin