Forum Dungeons and Dragons Strona Główna Dungeons and Dragons
Sesje, sesje, sesje...
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Streszczenia sesji
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dungeons and Dragons Strona Główna -> Poza Czasem
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2398
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Pią 22:08, 09 Sie 2013    Temat postu:

Dziękuje :) Ciesze się że się podobało. Mam nadzieje, że kolejna sesja wyjdzie jeszcze lepiej, choć powiem szczerze, że prowadziło mi się bardzo dobrze. Może to kwestia tego deszczu za oknem.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dark Forest
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 575
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Ciemny, zimny las (Warszawa)

PostWysłany: Sob 19:09, 10 Sie 2013    Temat postu:

Jesteśmy tak bardzo martwi :( ile żelków trzeba Ci kupić byś potraktował mnie łaskawie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2398
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Sob 19:59, 10 Sie 2013    Temat postu:

Jeszcze nie jesteście. To sesja próbna wciąż, więc nie traktowałbym śmierci jakoś bardzo osobiście. Pomagacie mi dopracować warsztat i zasadniczo to się liczy.

Jest nowa dziewczyna do gry, Karolina, omówiliśmy dzisiaj koncept. Rzekłbym że dość... żywiołowo :/

Dzisiaj rano też zacząłem redukcję (choć w sumie nie wiem po co bo w tym roku nie masowałem nic :/ ), w każdym razie łyknąłem venoma. Jak znam siebie czeka mnie bezsenna noc, więc dzisiaj będe pisał dalej scenariusz.

Wish me luck.

Sesje możemy zagrać jutro lub w poniedziałek.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Enzeru
Gruba Ciota
Gruba Ciota


Dołączył: 23 Lut 2010
Posty: 50
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Imielin
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 18:59, 11 Sie 2013    Temat postu:

Jeśli w grę wchodzi dzień jutrzejszy to moi drodzy i szanowni, po 15stej godzinie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2398
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Nie 21:34, 11 Sie 2013    Temat postu:

W porządku, może być 15:00, mnie pasuje.
I mam dobre wieści - jutro będziemy mieli dodatkową osobę w teamie, więc proszę się nie zdziwić :)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dark Forest
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 575
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Ciemny, zimny las (Warszawa)

PostWysłany: Pon 1:40, 12 Sie 2013    Temat postu:

Mmm, ten... mogę być wcześniej...? ^^

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2398
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Pon 13:58, 12 Sie 2013    Temat postu:

Jasne, wpadnij, akurat zrobisz jej wprowadzenie w mechanikę i zasady stołu. Jestem w domu od 14:40, zaraz wychodzę na zakupy, a wracając zgarniam ją z metra i jakoś tak +/- dotrzemy. Ktoś coś chce? Jakieś lody, konkretne picie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Dark Forest
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 16 Cze 2007
Posty: 575
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 1/5
Skąd: Ciemny, zimny las (Warszawa)

PostWysłany: Pon 14:30, 12 Sie 2013    Temat postu:

Świetnie :< to wychodze, będe na 15stą...

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2398
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Pon 19:23, 12 Sie 2013    Temat postu:

Przyszedł czas na poprowadzenie trzeciej i ostatniej sesji pierwszego scenariusza Poza Czasem. Dzisiaj na spotkaniu poza trójką znanych nam już graczy pojawiła się dodatkowa osoba. Póki co jednak Karolina, bo tak nowy nabytek ma na imię, była nieco zbyt nieśmiała żeby spróbować swoich sił, więc tylko obserwowała sesję.

Obraz rozmył się i znów przenieśliśmy się na chłostaną deszczem groblę. Potężne, ciemne grzywacze uderzały w kamienną konstrukcję, rozbryzgując tysiące słonych kropel. W tło wrzuciłem dźwięk nostalgicznie szarpanej harfy i odgłosy sztormu. Gracze chłonęli przez kilka chwil ten klimat i znów zapragnęli stawić czoła swemu przeznaczeniu.
Gail obtarła usta podnosząc się z ziemi i splunęła, mówiąc że nienawidzi morza. Wybrańcy zwrócili wzrok ku bastionom wznoszącym się na końcu kamiennej drogi, które ledwo widoczne w wzbierającej nawałnicy, kończyły właśnie wynurzać się z morza. Wtenczas bohaterom zdało się że twierdza żyje, a po skruszonych murach i dziedzińcach, przemykają dziwaczne, wykręcone cienie.
Mimo że mara szybko znikneła, Brian pomodlił się chwilę i zakrywając pochodnię przed kroplami wody ruszył naprzód. Kompani zaś posławszy sobie niepewne spojrzenia podążyli jego śladem, uważając przy tym by nie wpaść w zimną kipiel.
Nie przeszli jednak nawet dwudziestu kroków, gdy chłodny wiatr przyniósł mrożący krew w żyłach skrzek. Oto dziwne stworzenie, nieco przypominające drapieżnego ptaka wyłoniło się z jednej z ciemnych wnęk twierdzy, tylko po to by opętańczo machając skrzydłami, rozmyć się na tle nocnego nieba,
Morran próbował cisnąc w nie lekkim toporkiem, ale oręż kręcąc się, spadł do wody i zniknął w czarnej toni.
Gdy księżyc wyłonił się częściowo zza burzowych chmur, jego nimb oświetlił pokruszony gmach, nadając mu nadnaturalnego zielonkawego blasku. Choć bohaterów dzieliło odeń jeszcze kilkadziesiąt kroków, już stad dało się dojrzeć płachty wodorostów zwieszające się z murów niczym starożytne sztandary jakiegoś ohydnego, podmorskiego króla.
Niestety gracze, wkrótce przekonali się że być może nie jest to wielce dalekie od prawdy. Oto ze wzburzonej wody, tam gdzie kamienny fundament wyłonił się z morza, zamajaczyły niewyraźne sylwetki. Wciąż majacząc na granicy wzroku, rozpoczęły swój powolny marsz, który sparaliżował i przeraził wybrańców. Gdyby wiele lat później Cathal, miał okazję opowiedzieć komuś tą historię, przysięgałby, że tamtej nocy dostrzegł przygarbioną sylwetke pokrytego łuską stworzenia, które wpatrywało się w niego bladymi, rybimi oczyma.
Biegnąc co sił w nogach, bohaterowie wspięli się na sam szczyt grobli i dopadli kamiennego łuku, który otulał niegdyś bramę. Dziedziniec, rozświetlany raz po raz dalekimi rozbłyskami, wyglądał niczym kraina z dziwacznego snu. Oto cała jego kamienna powierzchnia zasłana była mulistym piaskiem w którym wciąż rzucały się ryby, których nie wymyły wody odpływu. Starożytne mury przez lata snu pod powierzchnią morza, skruszały i przybrały nowe, fantastyczne formy. Teraz najeżone skorupami małż i perłopławów, wystrojone koralem, przypominały bardziej skamieniałe cyklopy, obserwujące nowoprzybyłych.
Gail Ar Tira zabrala Brianowi pochodnię i omiotła jej światłem cienie, które niechętnie wycofały się w mokre szczeliny. Gdzieniegdzie w piasku zabłyszczały miedziane i srebrne monety które rozsypane, przez wieki służyły jedynie za towarzystwo rybom. Dziewczyna pochyliła się i zręcznymi palcami, niepomna ostrzeżeń Morrana, zaczęła wyciągać je jedna po drugiej i chować do sakwy. W tym czasie Brian, kierowany jakimś nienazwanym podszeptem, skierował swoje kroki w głąb kamiennych struktur, szybko znikajac z oczu zajętej dyskusją dwójki. W zalanym kompleksie, coraz wyraźniej coś go przyzywało, a młody Sullen, odpowiedział na ów wezwanie.
Gdy kompani zorientowali się że są sami, rozpoczęli nawoływać, lecz ich głosy zagłuszył sztorm i pochłonął wiatr. Jednak ktoś usłyszał ich krzyki.
Tylko wyćwiczona latami szybkość pozwoliła Gail uniknąć ataku, jaki spadł na nią chwilę później. Skrzydlate stworzenie widziane wcześniej, postanowiło pożywić się ludzkim mięsem i zapikowało z murów, tylko po to, by po chwili wznieść się z pustymi szponami i przysiąść na resztkach balkonu.
Po raz kolejny tego dnia bard, mógłby przysiąc że umysł plata mu figle, bo w jednej chwili kiedy błyskawica oświetliła spękane mury, wydało mu się że stwór ma twarz starej kobiety.
Maszkara nie czekała długo i znów zapikowała w dół, ale tym razem Ragharka zdąrzyła wznieść włócznie i wbić ją w cielsko dziwacznego stwora, przewalając go na ziemie. Cathal chwycił potężny fragment wykruszonego muru i cisnął nim w czaszkę skrzydlatego monstrum. Te przez kilka chwil skrzeczało koszmarnie, drgając w spazmach, ale w końcu znieruchomiało.
Bard przyglądał się przez chwilę rekom stworzenia i zdał sobie sprawę że przypominają ludzkie, tylko koszmarnie wypaczone. Nikt nie miał ochoty pozostać tu ani chwili dłużej. Wojowniczka wyrwała włócznie i wraz z bardem pobiegli po śladach, które dość wyraźnie zdradzały ścieżkę którą udał się ich kompan. Jeszcze nieraz wybrańcy mijali pokryte koralem skrzynie, wystające z piasku miedziane okucia czy bielejące kości, wciąż zdobione w mosiężne bransolety, ale nikt nie zatrzymał się by je zdjąć.
Muzyka przyspieszyła, a uderzenia w harfę stały się jakby fałszywe, gdy bohaterowie dotarli do pokracznej wieży, spaczonej przez czas i jakieś nienazwane siły.
Ślady kończyły się na wilgotnej ciemnej posadzce, pełnej szkarłatnych śladów, których przez tysiąclecia nie zmyło nawet morze.
W pewnej chwili, płomień pochodni odbił się od lśniącego miedzią obiektu leżącego wśród spękanych kamieni. Wybrańcy natychmiast rozpoznali znajomo wyglądający kształt nachodzących na siebie splotów i wymienili zaniepokojone spojrzenia.
W mule leżał torques Briana – zerwany i uszkodzony.

Nie myśląc wiele, bohaterowie ruszyli przed siebie biegiem. Ich kompan jeśli jeszcze żył musiał znajdować się w ogromnym niebezpieczeństwie. Schody, częściowo zdruzgotane biegły w wilgotną ciemność, co pewien czas tylko przechodząc w kolejne korytarze lub komnaty. Niektóre z nich, wciąż pełne były jeszcze oblepionych muszlami szkieletów, zasiadających przy stołach z koralu. Starożytni wojownicy zdawali się tworzyć całość z koszmarnie wypaczoną fortecą.
W pewnej chwili Cathal zatrzymał się kierowany jakimś niesprecyzowanym przymusem. W dłoni jednego z biesiadników dostrzegł jelec którego nie zmógł ani czas ani morska woda. Długi claymore nosił na sobie ślady wielu walk, mimo to wciąż wyraźnie dało się dostrzec wytrawione na ostrzu symbole wysokich rodów.
Opuściwszy sale biesiadną, dwójka wybrańców ruszyła dalej korytarzem, mijając porośnięte glonem galerie z których dochodziły niepokojące pluski. Cathal końcówką miecza rozgarnął brody wodorostów, lecz w pewnej chwili gdzieś przed nimi ozwał się głuchy dźwięk przypominający jakby zatopiony dzwon.
Bohaterowie gnani lękiem, ruszyli w tamtą stronę i już po chwili, przekroczyli progi odosobnionej komnaty o śliskich ścianach. To co ujrzeli tamtej nocy, na wiele lat zapadło Cathalowi w pamięć i wiele jeszcze razy nawiedzało go w koszmarach aż do ostatniej zimy jego życia. Na środku sali, otoczony kamiennym stopniem, widniał ziejący czernią otwór – studnia wiodąca wprost do bełkoczących otchłani oceanu. Nad krawędzią owej przepaści stało zaś stworzenie, bo nazwanie tego człowiekiem, urągałoby dziełom Bogini.
Istota o bladych, rybich oczach, odziana w pleśniejący łachman, otworzyła swoje nabrzmiałe usta, wykrzywiając je w parodii powitania.
Nieprzywykły do ludzkiej mowy głos odwal się ochryple, przedstawiając sytuacje w której się znaleźli. Stworzenie było bardzo stare, podobnie jak wiedza której było powiernikiem. Za sprawą nieznanej sugestii, wybrańcy doświadczyli mgnienia przeszłości, wizji czasów gdy do znanych krain przybyły Firbolgi, a wysokie rody oddały się pod opiekę swoim nowym protektorom. Wybrańcy poczuli furię bitew która wstrząsnęła wybrzeżem, a także smutek Bogini gdy słowa spaczonej istoty wlewały im kolejne wizję do głowy.
W pewnej chwili Cathal dosłyszał cichy jęk, który pomógł mu wyrwać się z tego dziwnego transu. Podniósłszy wyżej pochodnie bard dostrzegł że po drugiej stronie studni, wznosi się czarny, śliski kamień z wyżłobionymi nań podobiznami dziwnych bożków.
Do tego pokracznego ołtarza ohydy, przywiązany jest Brian, którego szata podobnie jak torques zostały zerwane. Na jego nagiej piersi, wycięto symbole ofiarne.
Widząc że wybrańcy wyrwali się spod magii jej głosu, istota dobiega do skrępowanego Aleyna i podniosłwszy z ziemi kawałek obsydianu, próbuje przebić mu pierś.
Pierwszy cios zadaje bolesną rane i już zdaje się że serce młodego kapłana zaraz zostanie wyrwane, gdy nad przepaścią przelatuje włócznia. Mimo ciężkiego testu, widać prowadzona ręką Bogini, trafia ona w plecy mieszkańca głębin. Ten odwraca się by przywołać jakąś plugawą inkantację, ale tej samej chwili, olbrzym z Morranów, wznosi claymore i potężnym ciosem rozdziera stworzenie na dwie połowy, które z pluskiem wpadają do ciemnej wody, która powoli zaczyna się już przelewać przez ściany studni.
Cathal zaczyna uwalniać kompana, ale w tej samej chwili Gail nakazuje mu się odwrócić. Męzczyzna czyni to jednak zbyt wolno i lodowata macka uderza go w tułów, posyłając na przeciwległą ściane. Gaśnie pochodnia i pomieszczenia ogarnia zupełna ciemność. Gracze wiedzą że ofiara kapłana przywołała coś pradawnego, co siłą próbuje wedrzeć się do ich umysłów, ale nie są w stanie nic zrobić. Mija kilka ciągnących się w nieskończoność uderzeń serca.
W pewnej chwili uderza błyskawica, a poblask jej światła wdziera się przez spękania do sali. Gail dostrzega potworną sylwetkę, a jej krzyk rozdziera powietrze, Cathal w końcu podnosi się i uwalnia kompana, lecz ten odpycha go i całą swoją uwage skupia na czarnym kamieniu który wypuścił umierający stwór.
Wody przypływu wdzierają się coraz głębiej, zatapiając na powrót umęczone komnaty. Ragharka i Morran ciagnął Sullena siłą, spodziewając się że może być pod wpływem narkotyków lub uroku. Ten jednak spogląda na nich i odpowiada całkiem przytomnym głosem, żeby się nie martwili i uciekali sami, nim twierdza zapadnie w sen pod wodami morza. Przyjaciele zaklinają go na łaske Bogini.
Brian w tym momencie zanosi się szalonym śmiechem i mówi że to on sam zerwał z siebie torques, gdyż jego nowi bogowie, nie lubią dzielić się swoimi kapłanami.

Nastaje cisza i wrażenie ogromnego przytłoczenia.

Potężna fala wyrzuca dwójke z sali, a ostatnie co słyszą to cichnący śmiech i odgłos zalewających wszystko odmętów. Ostatkiem sił gracze docierają na dziedziniec i brodząc w pełnej wodorostów pianie przedzierają się do bramy. W pewnej chwili Gail upada. Ukryta w wodzie istota chwyciła ją za kostkę i próbuje wciągnąć w toń. Cathal cofa się i bierze potęzny zamach claymorem, wodę wypełnia cuchnąca krew a uścisk słabnie.
Przez bramę przelewa się coraz więcej morza i wybrańcy mają trudność z wydostaniem się. W końcu gdy już im się to udaje, grobla jest prawie całkowicie zalana.
Wychowany w górach mężczyzna nigdy nie umiał pływać, więc po paru krokach zaczyna iść na dno. Towarzyszka podtrzymuje go, ale sama również jest na granicy sił. Stwór który wcześniej chwycił ją za łydkę, rozdarł opatrunek, powodując że rana którą otrzymała na klifie, znów się otworzyła. Ragharka, chwyta kawałek unoszącego się na wodzie drewna i siłą wpycha na nie Cathala Milczącego, każąc mu przebierać nogami.
Gdzieś na horyzoncie widać pierwsze oznaki świtu.

Gdy Morran budzi się, słońce jest już dość wysoko, a jego ciepłe promienie delikatnie otulają twarz. Mężczyzna podnosi się z piasku, zauważając że wciąż kurczowo trzyma kawałek drewna, który wcisnęła mu Ragharka.
Zadziorna niewiasta musiała odzyskać przytomność pierwsza i bard zaczyna ją nawoływać. Po chwili jednak nieruchomieje i po raz kolejny kierując swój wzrok na plaże wokół siebie. W oczach barda pojawiają się łzy.

Na a piasku nie ma żadnych śladów poza jego własnymi...

W tle leci najsmutniejszy kawałek jaki znalazłem.









-------------------

Gracze siedzą w milczeniu pięć, może dziesięć minut.

Sesja dobiegła końca.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Pon 19:43, 12 Sie 2013    Temat postu:

Nie czuje się dobrze z tym że darky oddała życie swojej postaci żeby mnie ratować :( sesja jak zawsze świetna, ale nie spodziewałem się takiego smutnego zakończenia.
Jakieś głębsze wnioski wyciągne jak mi przejdzie.

Ten epizod wyryje się tak głęboko w psychice Cathala, że jak mówił mało, tak teraz zamknie się w sobie na dobre.

Rozmawiałem też z tą Karoliną, jest pod wrażeniem, ale z tego co mówiła to raczej sobie nie poradzi, bo przywykła do sesji z mniejszą ilością opisu i emocji.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Theo dnia Pon 19:47, 12 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Marcin Enzeru
Gruba Ciota
Gruba Ciota


Dołączył: 23 Lut 2010
Posty: 50
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Imielin
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 21:03, 12 Sie 2013    Temat postu:

Mnie szanowni zgromadzeni sesja również bardzo wpadła w ucho.
Natomiast wszelkie uwagi które miałem podczas rozgrywki, zgodnie z obietnicą rozwijam:

* grało mi się dobrze ale nie ze względu na mechanikę czy świat. Prowadzący ma talent i dobre przygotowanie i jest to zaleta w każdym uniwersum.
Grałoby mi się jeszcze lepiej gdyby nie sam system.

* w "Poza Czasem" świat jest mówiąc wprost kiepski. Pomysł może i dobry na kilka sesji, ale nie żeby tkwić w takiej krainie całe życie. Dodatkowo takie koszmarki jak "Zakon Wieczności"... albo bawimy się w Celtów i piszemy dobry podręcznik oparty na historii i mistyce tego ludu, albo bawimy się w wampiry-chrześcijan.

* mechanika jest koszmarna. Brak typowych wartości punktów zycia, brak statystyk potworów, szczątkowy opis najważniejszych spraw. Niewiele kości zapewnia niską różnorodność testu. System sukcesów jest przestarzały i niewygodny.

* Lubie się bawić w dobrym towarzystwie i grać dobre scenariusza, ale szanowni współgracze, to możemy robić w dowolnym dobrze skonstruowanym systemie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2398
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Wto 0:43, 13 Sie 2013    Temat postu:

Częściowo się zgadzam. Mechanika, owszem jest średnia, ale świat jest ciekawy, należny go tylko poznać i rozwinąć. System jest dobrym trafieniem dla ludzi ktorzy chcą się zebrać w grupie i na szkielecie którym jest opis z podręcznika, zbudować wspólnie przygodę. Jeśli inicjatywa i wsparcie nie będzie ogólnym wkładem, mamy tylko kolejne słabe uniwersum.
Czyli sprawa dla koneserów i fanów takich jak pani K.

Theo, Marzena - jakie jest wasze zdanie?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Theo
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec
Złowieszczy Bekonowy Jednorożec


Dołączył: 11 Maj 2007
Posty: 833
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 2/5
Skąd: UK

PostWysłany: Wto 0:51, 13 Sie 2013    Temat postu:

Ja już mówiłem, więc nie chce się powtarzać :) jestem na tak. Poza Czasem to głównie klimat, kostki nie są tutaj istotne. Chętnie zagram znowu jak będzie okazja. Kiedy poznamy Twoją koleżankę?

I mam wiesci które może Was uradują - nie wracam jeszcze teraz do UK, moje zlecenie przesunęło się na wrzesień. Tak więc mam jeszcze dwa tygodnie wakacji.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2398
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Śro 19:37, 14 Sie 2013    Temat postu:

Teodorze, to wspaniale. Ja rozmawiałem z dwojką nowych graczy i jutro dosyć wcześnie bo o 9:00 gramy sesję.
Theo oczywiście grasz bardem, resztę też chętnie zobacze tylko wcześniej dajcie mi rysy postaci.
Może być fajnie bo jeden z graczy ma ciekawą postać, a drugi (właściwie druga), jest trochę zakręcona, co można wywnioskować po historii postaci.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Zelgadiss dnia Śro 19:39, 14 Sie 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Zelgadiss
Administrator


Dołączył: 06 Maj 2007
Posty: 2398
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa, Sadyba

PostWysłany: Czw 14:16, 15 Sie 2013    Temat postu:

No i po sesji. Kto nie był niech żałuje, bo choć fabuła rozwija się bardzo powoli, to miałem okazję poznać dokładnie historie graczy i ich sposób odgrywania. W ostatniej chwili zmieniliśmy kilka konceptów, jeden z uczestników zmienił plemię i trochę swój image na mniej asterixowy. Jest dobrze, naprawdę dobrze.

Jedyne do kogo mogę mieć uwagi, to do nowej graczki - Karoliny, ale to już nie rozmowa na forum. Więcej się odzywaj moja droga na sesji. Za Ciebie odgrywać nie będziemy.

Zaczynamy...


Vercyngetoryx niespiesznie otworzył drzwi i odkaszlnąwszy, wszedł pomiędzy pochodnie, świadom spojrzeń jakie przyciąga. Wszyscy zgromadzeni w sali biesiadnej na chwilę zawiesili rozmowy patrząc, to na posągowe oblicze śmiałka, to na złoty torques który wystawał spod wełnianego płaszcza. Mężczyzna uśmiechnął się nieznacznie, świadom wrażenia jakie wywarł i nieśpiesznym ruchem podniósł dłoń, poprawiając wąsy. Gdzieś z głębi sali dotarł do niego jęk sulleńskiej niewiasty. Jej mąż wstał chcąc coś powiedzieć, ale szybko stracił rezon, widząc złoconą tarcze wybrańca oraz runiczny topór zdobiony prawie tak bogato jak torques, z którym widać tworzył komplet.
Mężczyzna który zaszczycił swoją obecnością dom biesiadny, był zupełnie inni niż ci włóczykije, którzy sami siebie zwali dziećmi bogini. Bogate szaty i dobytek najlepszego sortu, dość jasno sugerowały że stoczył w życiu wiele walk i wyszedł z nich zwycięsko. Z pewnością za swego życia zgładził niejednego sługę upadłego, a jak głosiła plotka, nawet Zakon Wieczności, musiał ugiąć kolano przed jego bitnością. Mimo to w twarzy nowoprzybyłego było coś, co pozwalało uważnemu obserwatorowi dostrzec przebłysk niechęci, tak dobrze ukryty pod maską wigoru i dumy.
Na szczęście dla wojownika, w całym domu biesiadnym nie było nikogo kto patrzył uważnie.

Mimo iż przeszło dwa tygodnie minęły od Imbolc, smutek i ponure myśli, wciąż nie opuściły Cathala. Mężczyzna każdej nocy słyszał niemy krzyk, umierającej Gail. Przychodziła do niego w snach, stając na krawędzi morza, a on choć pragnął tego z całych sił, nie mógł jej ocalić.
W efekcie wiosna, która nieśmiało zakradała się pośród pnie Nieskalanej Puszczy, w tym roku zamiast otuchy przyniosła tylko żal i poczucie straty. Bard wpatrywał się pustym wzrokiem w chwiejny płomień, na próżno szukając odpowiedzi na to co stało się w Lok Moran. Żadne jednak słowa, ani wyjaśnienia które przytaczał sobie, nie były w stanie wyjaśnić ani usprawiedliwić tego co widział w mrocznej toni. Upadek wysokich rodów, był tak straszny i plugawy, że wszelkie opowiadające o tym pieśni, ledwie muskały prawdę.

W pewnej chwili coś wyrwało barda z zadumy. Może to intuicja której nauczył się ufać przez lata podróży, a może zwykły przypadek, ale odwrócił się i zamarł. Ledwie kilka kroków od obozowiska, na granicy blasku bijącego z ognia stało dziwaczne, patykowate stworzenie.
Cathal przełknął ślinę, wyrzucając sobie że tak zagnał się w świat własnych przemyśleń, że nie dosłyszał kroków stwora. Pomiot Sluagha, wygiął się w przód na swoich masywnych żabich kończynach i wyszczerzył zęby gotując się do skoku. W każdym ruchu Gobora, dalo się dostrzec niesamowity głód i chęć jak najszybszego rozerwania ofiary na strzępy.
Mimo że Cathal wyliczył odległość jaka ich dzieliła, atak zupełnie go zaskoczył. Stwór pokonał jednym susem prawie trzymetrowy fragment polany i powalił Morrana na ziemię. Mężczyzna nie zdarzył sięgnąć nawet po swój starożytny claymore, gdy już leżał w zimnym błocie. Gobor przygniótł go i próbował przegryźć gardło, by zakończyć walkę jak najszybciej. Cathal zaparł się ręką i skupiając, zdołał przywołać w drugiej dłoni ostry kamienny kolec. Szybkim uderzeniem, wbił jego nierówny szpic w ucho stworzenia, które wydało z siebie przeciągły syk i rozluźniło uchwyt. Cathal zdołał się podnieść i dosięgnąć miecza, gdy na krawędzi wzroku, poza obozowiskiem zobaczył kolejny ruch. Nie było jednak czasu nad tym myśleć gdyż stwór przypuścił kolejny atak. Morran zasłoni się mieczem, ale i tak ostre pazury, przeorały jego skórzany kaftan. W tej sekundzie stało się coś niespodziewanego. Gobor obrócił się plecami do zaskoczonego wybrańca, jakby dostrzegł coś w mroku. Świsnęła strzela, po chwili druga, a za nią w krag światła wyskoczył wysoki mężczyzna w zdobionym piórami hełmie i sumiastym wąsem. Gobor próbował wycofać się ale drogę z jednej strony zasłaniał mu claymore, z drugiej zaś ogień. Gdy znów obrócił gadzi łeb w stronę nowoprzybyłego, ten opuścił swój lśniący topór, który wbił się w łuskę i rozbił na drzazgi kości. Cathal przez chwilę obserwował niesamowitą przyjemność jaką sprawiło nieznajomemu zadawanie śmierci, ale w tej chwili nie myślał o tym będąc wdzięczny Bogini, że ta ocaliła jego życie. Gdy gad padł na ziemię, z cienia wyłoniła się druga sylwetka – drobna kobieta o blond włosach, z wplecionymi weń gałązkami i łukiem. Jej twarz mimo młodego wieku, nosiła głębokie zmarszczki, jakby doświadczyła w zyciu wiele cierpienia. Uśmiechnęła się nieśmiało, przedstawiając jako Sora.
Po wymianie kilku zdań okazało się iż Gobor którego właśnie wspólnymi siłami powalili, od kilku dni pustoszył okoliczne sioła, pożerając owce i strasząc ludzi. Starszyzna wioski Caeln wynajęła wybrańca, aby ten w zamian za garść złota i pieśń barda, wyplenił zagrożenie.
Wybrańcem tym był Vercyngetoryx, przybyły z północy bohater, o którym sam Cathal, osobiście słyszał kilka razy. Drugą osobą była Sora McMannaman, młodziutka kapłanka, która podążyła za nim by wspomóc go w misji. Cathal jednak już w pierwszej chwili dostrzegł w oczach młodej kobiety, że chodzi o coś więcej, a związek dwójki bohaterów, roztacza się na głębsze obszary niż tylko praca.
Podziękowawszy jeszcze raz za pomoc, bard zaprosił pozostałą dwójkę do ogniska, ale Vercyngetoryx odmówił. W osadzie, wedle jego własnych słów czekała na niego suto zastawiona uczta oraz ni mniej nie więcej, tylko dwadzieścia złotych monet, dlaczego miałby więc marznąc w lesie przy lichym ogniu? Mimo że nieco zasmucony tymi słowy, Cathal nie dał nic po sobie poznać. Topornik wyrwał Goborowi kilka kłów i zniknął w ciemnościach. Kobieta nieco zmieszana, wyszeptała ciche przeprosiny i pobiegła za kompanem.
Cathal nie spał już tej nocy, siedząc z mieczem na kolanach, odpędzając się w myślach od goborów i wspomnień o Gail.

Na dzień następny, zmęczony kolejnym noclegiem w dziczy, Morran, postanowił odwiedzić najbliższą osade, aby naprawić swój kaftan i zakupić nieco żywności. Jako iż nie znał okolicy, zbłądził nieco, do Caeln docierając dopiero popołudniem, gdy długie cienie palisady, kładły się już na zabudowania.
Wyraźnie podchmielony strażnik, wpuścił wędrowca za obrys umocnień informując, żeby nie szukał kłopotów, gdyż w mieście jest sławny bohater. I musiała być to prawda, gdyż dźwięk muzyki i przychylanych antałków, niósł się aż tutaj. Kram kuśnierza, zamknięty był na trzy spusty i tylko mloda dziewczynka przez okno poinformowała Morrana, że jej ojciec jest właśnie na wieczerzy. Tam też wkrótce udał się i on sam, znudzony pukaniem w kolejne zamknięte drzwi.
Widok był naprawdę godny podziwu – wokół stojącego w centrum wioski menhiru, mieszkańcu zgromadzili dwa tuziny szerokich stołów, przy których zasiedli chyba wszyscy mężczyźni i co znamienitsze kobiety. Kilkoro bardów grało skoczne ballady, a na rożna, rzeźnik i jego dwóch czeladników, nabijało właśnie ćwiartki baranów. Miód i piwo, lały się wonnym strumieniem, który działał na zmysły biesiadników.
W centrum tego całego zgromadzenia, u szczytu ławy, zaraz po prawicy wodza wioski, zasiadał zaś mężczyzna, którego Cathal spotkał wczorajszej nocy.

Upychając się obok pijanych pasterzy, bard postanowił zaciągnąć języka, cóż to za święto. Okazało się że od pewnego czasu ziemie te, pustoszone były przez dziwne stworzenia o jednym zębie, porywające owce i rozszarpujące wioskowe psy. Jednak tylko do wczoraj, bo bohater z dalekich stron, zajął się sprawą i rozgromił nocą wszystkie trzy.
Trzy? Morran wbrew opiniom o jego ludzie, do głupich nie należał. Rachować potrafił do pięciu dziesiątek, ale nijak mu się to nie zgadzało z tym co widział wczoraj. Rozmawiając jeszcze troche z podpitymi owczarzami, mężczyzna nabrał pewności że coś tu się z pewnością nie zgadza, ale póki co cieszył się jaglaną kaszą, korzennym piwem i owczym gnatem.
Gdy zapadł zmrok, dwóch krzepkich osiłków, wytargało skądś niewielkie kowadło, a mężczyzna w długiej szacie z brodą przyprószoną już szronem starości, podszedł do Vercyngetorykxa, który odpiął swój torques i z namaszczeniem mu go podał. Stary w świetle ognia, przysiadł przy kowadle i długim rylcem, którego Cathal nigdy wczesniej nie widział. zaczął nanosić nowy wzór na jeden ze splotów. Bard przecisnął się między stołami i stojąc w cieniu obserwował jak wiekowy druid uwiecznia chwalebne czyny. Wychowany w szacunku do tradycji i prawdy, Morran chciał wyrwać się z cienia i porozmawiać z pogromcą gobora, ale wtedy czyjaś drobna dłoń chwyciła go za ramię.
Odwrócił się i w świetle dalekich ognisk rozpoznał młodą, trochę przerażoną łuczniczkę z poprzedniej nocy. Jej oczy były czerwone od płaczu, a twarz szpeciło kilka nowych siniaków. Kobieta widząc że ciemności nie skrywają jej oblicza, pochyliła głowę, prosząc by bard nie mieszał się. Próbowała przekonać go, że tamtej nocy zabili jeszcze wiele goborów, ale jej drżący głos zdradzał doskonale jej prawdziwe emocje – strach i chęć ochrony kogoś na kim jej zależało.
Bard kątem oka zobaczył również, że siedzący przy ogniu Vercyngetoryx, przygląda się im od czasu do czasu, bawiąc się jednym ze swych pierścieni.
Kobieta chyba również to dostrzegła, bo zasłoniła twarz kapturem i poszła w stronę chat. Bard przez chwilę rozważał co się właśnie stało, po czym odwrócił się by porozmawiać z druidem oraz Vercyngetoryxem na osobności, ale ten właśnie przywdział świeżo przekuty torques i wstał z krzesła. Kilkoro pochlebców podążyło za nim, więc Morran zrezygnował i postanowił przespać się na sianie nieopodal.
Gdy mężczyzna szukał wśród zwierząt miejsca na spoczynek, usłyszał jednak kobiecy krzyk niemal natychmiast zdławiony ręką. Podnosząc się, chwycił swój claymore i udał w ciemność, kierując się słuchem. W mroku dało się słyszeć stłumione jęki i strzępy rozmowy dochodzące z jednej z chat.
Morran pochylił się, odsłaniając nieco skore wiszącą na najbliższym oknie. W pomieszczeniu stał Vercyngetoryx pochylając się nad kimś. W nikłym świetle, jego rysy wydawały się ostre niczym u drapieżnego ptaka, ale wciąż były za mało widoczne by dało się choć zgadnąć plemię, z którego pochodził. W ręku trzymał za to skórzany postronek, którym co i raz uderzał w swoją drugą, otwartą dłoń. Na podłodze kuliła się Sora, z ustami zatkanymi kawałkiem szmaty. Z jej nosa ciekła krew, a odsłonięte plecy nosiły ślady starych blizn. Kobieta próbowała coś wyjaśnić, ale mężczyzna po raz kolejny opuścił sznur na jej odsłonięte łopatki. Chłosta trwała jeszcze kilka chwil, ale tego mężczyźnie nie wystarczyło. Szybkim ruchem, rozdarł suknie niewiasty odsłaniając jej brzuch i łono. Ta próbowała zakryć się rękoma, ale wtedy została kopnięta w brzuch. Powróz znowu opadł, zostawiając na delikatnym ciele czerwone pręgi. Dziewczyna wyła krztusząc się gałganem w ustach, ale jej płacz i poniżenie nie stanowiły wystarczającej kary za rozmowę z bardem, którą podpatrzył bohater. Dlatego też po chwili przerzucił on sznur przez powałę i krępując ręce niewiasty, podciągnął ją tak że niemal wisiała, opierając cały ciężar na samych palcach. Kobieta niemal naga, wiła się próbując złapać oddech, na co mężczyzna zareagował z niemałą satysfakcją. Po chwili podniósł z paleniska żarzącą się szczapę i przytknął ją do odsłoniętego ciała. Cathal usłyszał krzyk i do jego nozdrzy doszedł zapach palonej skóry. Zaciskając pięści Morran już miał wejść gdy w tej chwili stało się coś czego się nie spodziewał.
Kobieta wykrzywiła głowę w bólu i wtedy go dostrzegła. Była silna, na tyle silna by znosić swój wstyd w samotności, ale nie na tyle by dzielić się z nim światem. Cathal z łatwością mógłby zajść teraz bohatera od tyłu, ale Sora, odczytując jego intencje pokręciła tylko głową. W jej oczach dostrzegł pokłady olbrzymiego smutku, ale uszanował jej decyzję i wycofał się. Stał tak jeszcze przez kilkadziesiąt uderzeń serca, słysząc zduszone krzyki, a potem jęk rozkoszy gdy Vercyngetoryx zaspokoił swoje potrzeby na zbrukanym ciele wybrańczyni.

Rankiem gdy słońce wzeszło nad zabudowaniami Caeln, po uczcie zostało niewiele ponad kilka przewróconych stołów, rozbitych antałków i kałuże wymiocin. Vercyngetoryx siedział przy jednej z niewielu czystych ław rozmawiając ze starszyzną wioski. W dziennym świetle, jego twarz zdradzała nieco caelskie rysy, choć wąsy ukrywały to w pewnym stopniu.
Po przeciwległej stronie stołu, ze zwieszoną głową, wpatrując się w miskę przycupnęła jego towarzyszka. Cathal obserwował to wszystko zza menhiru, lecz mimo że wiele czasu minęło od tego co widział w nocy, jego gniew wciąż nie opadł.
Gdy w końcu bohater i kapłanka zostali sami, potężny Morran zbliżył się do stołu, a jego groźny cień padł padł na talerz, z którego właśnie pożywiał się Vercyngetoryx.
Wojownik, podniósł wzrok na górala i przez chwilę w jego spojrzeniu, dało dojrzeć się pogardę, która niemal natychmiast zniknęła zastąpiona przez niemal szczerą troskę.
Po chwili przywitał się, zapraszając do stołu nowoprzybyłego. Cathal skierował swój wzrok na Sore, która przez swoje napuchnięte usta przeprosiła go za wczorajsze niepokojenie na uczcie. Bohater wyraził też pewną skruchę, że nie udało się Cathalowi być gdy przemawiał, ale za uczciwe uważa by ten przyjął trzy złote monet. Morran zacisnął pięść w gniewie i tylko sekundy dzieliły nim jego pięść miała spać na dumną twarz Vercyngetoryxa.
W tej chwili jednak nad grodem, w zamglonym powietrzu poranka, przetoczył się czysty odgłos rogu alarmowego. Chwilę później płonąca strzała, pokonała linię palisady i w snopie iskier wbiła się w strzechę jednej z chat...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Dungeons and Dragons Strona Główna -> Poza Czasem Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następny
Strona 2 z 6

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin